Drzwi Otwarte ZST - środa 25 kwietnia

wtorek 24 kwietnia 2018

Bony, Horacji, Jerzego

reklama

Musimy ująć historię w biznesplanie/ Makary Górzyński

Musimy ująć historię w biznesplanie/ Makary Górzyński
 

Rzecz o tym, jak marnotrawimy lata ciężkiej pracy

Ostatnimi czasy, sądząc przynajmniej po lekturze prasy i serwisów internetowych, część turkowskiego środowiska opiniotwórczego i sceny politycznej (?) pochłonięta jest dość zaskakującą i niestety jałową w mojej ocenie dyskusją nad tzw. „Protokołem Kontroli” dotyczącym działalności Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej im. W. Pietrzaka w Turku. Autorzy tekstów krytycznych, stawiając z pozoru tylko jasne konkluzje i ferując wyrokami z zastanawiającą pewnością siebie, jednocześnie ostrożnie unikają zastanowienia się nad społeczną odpowiedzialnością podejmowania  szerokiego tematu gospodarowania publicznymi pieniędzmi w niezwykle przecież w Polsce rozbudowanych strukturach samorządowych. Bowiem sprawa jest ważna, warto o niej rozmawiać, ale sądzę, że nie w sposób uciekający się do szybkich a dobrze brzmiących konkluzji i dziennikarskich chwytów goniących za sensacją, przez co sprawa kończy się faktycznie „wynajdowaniem skandali w każdej szafie”. Na znanym turkowskim portalu internetowych chyba bez specjalnego zastanowienia postawiono nawet pytanie „Bibliotheca Marnotraviana?”, a red. Naczelny „Echa Turku”, Pan Andrzej Jarek, rozpoczynając dyskusję prasową nie wspomniał nawet - ku mojemu zaskoczeniu -  że sam jest członkiem Rady Programowej Serii Wydawniczej Bibliotheca Turcoviana. W świat idą ostre słowa obliczone na efekt i poklask podatnika, a rzetelnej analizy struktur, warunków działania, tego co dobre i tego co można zmienić – chyba zabrakło w nerwowej atmosferze, zachęcającej zniesmaczonych internautów do pisania demagogicznych komentarzy i pogłębiania frustracji.

Równolegle w ostatnim numerze „Echa Turku” i na portalu www.turek.net.pl czytam o kolejnym podejściu władz miasta do sprawy sprzedaży gmachu dworca autobusowego w Turku. Na marginesie tej wiadomości zostaje w pamięci fakt, że władze sprzedając budynek publiczny  sugerują, a raczej zakładają możliwość powstania w tym miejscu kolejnego supermarketu, co zresztą nie jest znowu takim nowym pomysłem. Prędzej czy później, jedyny w Turku terminal komunikacyjny z prawdziwego zdarzenia zostanie sprzedany i prawdopodobnie – wszystko na to wskazuje – straci swoją funkcję. Co to oznacza w praktyce? Spójrzmy na ulicę Kaliską i teren, gdzie jeszcze niedawno stały ogromne zakłady „Starej Mirandy” – a poznamy odpowiedź. Nie chciałbym budować swojego argumentu wyłącznie na bazie hipotez, ale wydaje się więcej niż pewne, że wobec obecnej sytuacji turkowskiego PKS-u budynek dworca czeka rozbiórka – łatwo sobie wyobrazić postawienie w jego miejscu kolejnego kontenera handlowego którejś z sieci wielkopowierzchniowych.

reklama

Muszę z żalem przyznać, że perspektywa likwidacji dworca autobusowego w Turku – w mojej ocenie będąca symptomem niezwykle niebezpiecznego dla przestrzeni miasta zjawiska – nie znajduje chyba specjalnego zainteresowania ze strony ani redaktorów mediów, ani członków życia publicznego jako temat godny uwagi. Sądzę nawet, że chyba jest to obojętne dla wielu osób, dla których być nie powinno.  W jednym z ostatnich numerów „Echa,…” mogliśmy przeczytać o perspektywie zburzenia dawnej organistówki kościoła NSPJ na Placu Henryka Sienkiewicza – redakcja bez cienia wątpliwości opisała projekt budowy w tym miejscu innego obiektu. Historyk urbanistyki i kultury materialnej Turku, Błażej Dziurzyński, zapytał mnie wówczas retorycznie – skoro ponad 100-letni budynek nie zasługuje na jakąkolwiek ochronę, to co zasługuje? Sprawa organistówki jest złożona i nie chcę sprawiać wrażenia, że winniśmy sądzić, że każdy obiekt, którego ściany są wystarczająco stare, nadaje się do ochrony i zachowania po wsze czasy. Byłby to absurd. Ale fakt, że mówimy o najstarszym zachowanym domu organisty z dawnego, sięgającego przecież tradycjami średniowiecza, zespołu budowli parafialnych w Turku, przeszedł jakoś zupełnie bez echa i stawia pod ogromnym znakiem zapytania nie tylko i tak już dogorywający w Polsce system kompleksowej ochrony zabytków w procesie modernizacji miast, ale i kondycję turkowskiej społeczności obywatelskiej.

Jak to się stało, że w tak ponoć nowoczesnym i bogatym w „kapitały ludzkie” społeczeństwie ludzi wykształconych, kulturalnych i z racji licznych dziś podróży obytych ze światem – zabrakło całkowicie głosu namysłu nad tym, czy dobrym pomysłem jest burzenie starej zabudowy w centrum miasta leżącego w bogatej, silnie uprzemysłowionej i stechnicyzowanej części kraju? Jak to możliwe, że ani zdania nie wypowiedziano na łamach publicznych środków przekazu o tym, jak ścisłe śródmieście Turku ma wyglądać i czy hasło „rewitalizacja” oznacza tylko urzędowe zapisy i rozmaite paragrafy w unijnych programach, czy jakąś faktycznie istniejącą koncepcję? Być może ktoś zarzuci mi w tym miejscu nadużycia i gwałt zadawany logice wypowiedzi, ale uważam, że sprawy o których mowa odnoszą się do bardzo szerokiego problemu, w którym nie chodzi bynajmniej tylko o to, o co ma się wykłócać właściciel nieruchomości z konserwatorem zabytków. Chodzi o wspólną, szerszą wartość, którą stanowi przestrzeń miejska, wysycona znaczeniami historycznymi, pamięcią o przeszłych pokoleniach i będąca miejscem egzystencji i budowania tożsamości wszystkich, którzy mieszkają w Turku i okolicach, którzy w owej przestrzeni egzystują.

Trzy przykłady – zburzenie zakładów „Mirandy” przy Kaliskiej, zapowiedź zburzenia organistówki przy placu Sienkiewicza i prawdopodobne zburzenie dworca autobusowego – skłoniły mnie do zabrania głosu, gdyż odnoszę wrażenie, że wobec nieuniknionych wzywań urbanistycznych i ekonomicznych w Turku będzie coraz więcej takich sytuacji, a nie widzę, by w przestrzeni publicznej rozlegały się głosy zastanowienia nad tym, jakie konsekwencje będą wynikały z tego procesu. Rzeczą normalną jest, że rozwój miast powoduje wymianę ich zabudowy na nowszą, wyższą, nowocześniejszą; ale nie wyobrażamy sobie przecież, żeby przebudowywać krakowską starówkę i wiekowe kamienice zastępować wieżowcami. Czy faktycznie było konieczne zburzenie wielkich zakładów przy Kaliskiej, znajdujących się w nienajgorszym stanie technicznym i z racji dobrej architektury mających wielki potencjał adaptacji na różne cele kulturalne i komercyjne? Jak się do tego ma polityka proekologiczna, minimalizacja kosztów urbanizacji dla środowiska, a więcej – rzeczywistość kryzysu finansowego? Dlaczego lekką ręką zniszczono raptem 50-60 letnią infrastrukturę, która mogła (jeśli jestem w błędzie, to proszę mnie z niego wyprowadzić) służyć po adaptacji celom komercyjnym? Czyż daleko szukać mamy przykładów pozytywnych? Manufaktura w Łodzi, lofty w Żyrardowie – gdzie poradzono sobie świetnie z o wiele gorszym stanem starych fabryk i terenów przemysłowych, zamieniając je w kwitnące centra społeczne! Z kolei nieszczęsna organistówka kościoła NSPJ prowokuje mnie do zadania innych jeszcze pytań – po co właściwie miastu ochrona konserwatorska, skoro rejestr nie był aktualizowany od wielu lat? Jak wartościować, jakie budynki mają, a jakie nie mają realnej wartości zabytkowej? Czy w tym konkretnym przypadku nie dałoby się pogodzić nowej inwestycji z zachowaniem choćby domu frontowego od strony placu, mającego ponad stuletnią metrykę i historię, którą warto ująć w biznesplanie? I wreszcie dworzec autobusowy w Turku, ukończony w 1971 roku, został przez architektów znakomicie wpisany w kompozycję przestrzenną ówczesnej alei Lenina (obecna Józefa Piłsudskiego) i w strukturę komunikacyjną miasta. Jego modernistyczna architektura ze świetną halą przyjazdowo-odjazdową z podciętym świetlikami dachem, z podświetlanymi panelami ze szkła na ścianach winna dziś uchodzić za jeden z symboli miasta. Mało było tak estetycznie zaprojektowanych dworców autobusowych w naszym kraju i budynek turkowski pod tym względem stanowi do dziś chlubny, może nieco zaniedbany, wyjątek. Ma on charakter przestrzeni publicznej, służącej codziennie wielu mieszkańcom miasta i powiatu.

reklama

Warto byłoby, gdybyśmy mogli usłyszeć, jakie plany rozważały władze miasta wobec tej budowli, która jest jednym z kluczowym elementów infrastruktury nowoczesnego Turku. Bynajmniej nie są to puste słowa z mojej strony – po kilkuletniej debacie rzadko kto już dziś głośno mówi o chęci zburzenia warszawskiego Dworca Centralnego, choć jeszcze dwa lata temu zdawało się, że ta sprawa jest oczywista. Dziś, po modernizacji, dworzec znów ma szansę być wizytówką miasta i jego symboliczną bramą. Nie chodzi mi oczywiście o porównywanie największego dworca kolejowego w stolicy z dworcem autobusowym w naszym mieście, ale o to, byśmy zrozumieli, że architektura z lat 70. jest już dzisiaj na poważnie traktowana jako kandydatka do rejestrów zabytków i jako część naszego DZIEDZICTWA KULTUROWEGO współtworzącego tożsamość europejską. A to coś więcej, niż tylko trochę betonu, stali czy cegły i funkcje, które można zawsze zmienić. Jeśli mamy istnieć i rozwijać się w pewnej wspólnocie obywatelskiej, to nie możemy zapomnieć o tym, co ją konstytuuje  -  a więc o przestrzeni, wyznaczanej takimi jak turkowski terminal budowlami, które zapisują się w pamięci ludzi i które mają istotne znaczenie strategiczne. Zaskakuje mnie, że z taką łatwością przyjmujemy właśnie informację o likwidowaniu czy zagrożeniu likwidacji obiektów, które dla sprawnej cyrkulacji ludzi, dóbr, towarów – a to przecież podstawy nowoczesnego państwa – są niezbędne. Pomijając więc nawet wszystkie względy prestiżowe, dobrą architekturę (choć wymagającą fachowej renowacji), argumenty z dziedziny społecznej – argument infrastrukturalny winien wybrzmieć najmocniej.

Zachęcam do publicznej debaty na ten temat, bowiem nie sądzę, by nie istniała możliwość osiągnięcia w sprawach jak wyżej opisane kompromisu. Ale wymaga to zarysowania szerszej wizji – odpowiedzi na pytanie, co dalej z komunikacją autobusową w Turku, czy doczekamy się komunikacji miejskiej np. na koncesji prywatnej, jaka jest strategia miasta w tej i innych sprawach związanych z zagospodarowaniem przestrzennym, strategią rozwoju miasta w zakresie postępowania z przestrzeniami zabytkowymi, itd. Nie ma bowiem przeciwskazań, by funkcje komercyjne łączyć z publicznymi i w ten sposób uratować turkowski dworzec autobusowy, który od 41 lat nieprzerwanie służy tysiącom pasażerów.

Pamiętajmy bowiem, że historia Turku nie kończy się pojutrze, a oprócz władz i ludzi „sfery publicznej” są też jeszcze i „zwykli” obywatele, którzy jakoś nie mogą doczekać się szerokiej debaty i konsultacji społecznych w wielu interesujących ich tematach. A jak pokazuje sprawa ACTA, lepiej nie tracić poczucia rzeczywistości.

Makary Górzyński

Musimy ująć historię w biznesplanie/ Makary Górzyński

Podobne artykuły

Historia prasy turkowskiej

Historia prasy turkowskiej

22-11-2017
A. Jarek:

A. Jarek: "Na rewitalizację rynku musimy spojrzeć...

05-07-2017
Apel turkowian skierowany do posła Ryszarda...

Apel turkowian skierowany do posła Ryszarda Bartosika

29-12-2015
komentarze wspiera Disqus

Redakcja portalu Turek.net.pl nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa. Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną. Osoby pokrzywdzone mogą skutecznie dochodzić swoich praw w organach ścigania i w sądach.
Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją regulaminu potalu Turek.net.pl

reklama
reklama
reklama