Listy do redakcji: Zamiast nowego parkingu, koszmar mieszkańców Wyzwolenia

Chyba nie ma mieszkańca Osiedla Wyzwolenia, który – w lipcu tego roku – nie ucieszył się na widok koparek zrywających nawierzchnię parkingu przy bloku nr 1 i zauważalnego początkowo postępu prac. Wydawało się, że dwa–trzy tygodnie i będzie można korzystać z nowej infrastruktury.
Nic bardziej mylnego.
Po kilku dniach maszyny zniknęły, pozostawiając rozkopany parking. Szybko ujawnił się również brak wyobraźni przygotowujących inwestycję, którym znów (miało to już miejsce przy poprzednich inwestycjach – Park Miejski, ul. Kaliska, ul. 650-lecia) na drodze do pełnego sukcesu stanęły??? – drzewa!!!
Jak się okazało, przy planowaniu remontu inwestor nie zauważył wszechobecnych korzeni drzew wyrastających z asfaltu, a teraz właśnie te korzenie stanowią przeszkodę w dokończeniu prac.
Włodarze zdają się nie widzieć innego rozwiązania niż wycięcie drzew, stąd teraz – aby taką wycinkę przeprowadzić – należy czekać do zakończenia okresu lęgowego ptaków (15 października), chyba że przeciągnie się kwestia uzyskiwania pozwoleń i zastanie ich zima.
I tak, zamiast chwilowych niedogodności, mamy do czynienia z przeciągającym się w czasie koszmarem mieszkańców. Wyłączenie z użytku blisko 70 miejsc parkingowych doprowadziło do sytuacji, w której znalezienie wolnego miejsca to nie lada wyczyn. Nie ma co wspominać o nerwach, zmarnowanym czasie i paliwie. Chyba nie trzeba również tłumaczyć, z jakimi niedogodnościami w tej sytuacji muszą borykać się osoby starsze czy osoby z niepełnosprawnościami.
Sytuacja wręcz zmusza mieszkańców do łamania prawa. Całe Osiedle Wyzwolenia to strefa zamieszkania, gdzie parkowanie odbywa się tylko w miejscach do tego wyznaczonych, a tych miejsc pozbawiono mieszkańców. Tak więc teraz codziennością są przypadki parkowania w miejscach zabronionych, niszczenia zieleni, pozostawiania bardzo ciasnych przejazdów itp.
A bezpieczeństwo mieszkańców? Czy w takiej sytuacji ktoś zastanowił się, na ile swobodnie służby ratownicze będą mogły dotrzeć na miejsce w razie zagrożenia?
Jak można wyczytać z komunikatów włodarzy miasta, za likwidacją drzew przemawia zagrożenie wynikające z ich płytkiego systemu korzeniowego. Tylko czy czasem zagrożenie to nie zostało urealnione wskutek przeprowadzonych prac? Nie trzeba wiedzy specjalistycznej, aby stwierdzić, że zerwanie nawierzchni z poprzerastanymi korzeniami, odsłonięcie systemu korzeniowego czy samo naruszenie struktury gleby w obrębie drzewa (ze wszystkimi tymi działaniami mieliśmy do czynienia podczas tego remontu) osłabia jego stabilność.
Chyba nie ma co oczekiwać od inwestora rzetelnej oceny tej sytuacji. A mieszkańcom pozostaje liczyć, że w najbliższym czasie nie dojdzie do gwałtownego załamania pogody.
Zirytowany mieszkaniec bloku nr 1
(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)
zdjęcie pochodzi od redakcji
źródło: materiał prasowy nadesłany







