Listy do redakcji: Tchórz i malkontent, czyli polityka po turecku

Bałagan, z jakim od czerwca tego roku borykają się mieszkańcy Osiedla Wyzwolenia w Turku w związku z prowadzonym remontem nawierzchni drogi i parkingów, pewnie już niejednego wyprowadził z równowagi.
I nie mam tutaj na myśli wyłącznie problemu z parkowaniem. Jako skandaliczny można określić również sposób komunikowania się włodarzy miasta z mieszkańcami. Inwestycja stoi już od kilku tygodni, wykonawca nie realizuje żadnych robót, a mieszkańcy nie wiedzą, kiedy to się wreszcie skończy i w jaki sposób inwestor ma zamiar rozwiązać problem z drzewami.
Podzieliłem się swoimi uwagami na temat braku dialogu w tej sprawie, pisząc list do redakcji Turek.net.pl, zatytułowany: „Jak burmistrz (nie) słucha społeczeństwa”. Obserwując lokalną scenę polityczną, spodziewałem się ostrej reakcji osób z obozu Burmistrza, a być może nawet samego zainteresowanego. Nic bardziej mylnego. Zarówno Burmistrz, jak i jego obóz przemilczeli publikację.
I można by przejść nad tą sprawą do porządku dziennego, gdyby nie niespodziewana reakcja przedstawicieli Nowej Lewicy w Turku. Najpierw sekretarz Andrzej Kwiatkowski, chyba nie do końca rozumiejąc przesłanie listu, w komentarzach do publikacji uznał mnie za malkontenta, później sam przewodniczący zarządu – radny Marian Mirosław Marczewski – zaszczycił mnie swoją atencją, wyzywając od tchórza (bo się nie podpisałem).
Tak to już jest: jak się ujawnisz, to posądzimy cię o ambicje polityczne, a jak nie, to wyzwiemy od tchórza.
Oczywiście nie mam zamiaru zniżać się do poziomu dyskusji zaproponowanego przez Nową Lewicę. Nie jest to poziom, na którym czuję się komfortowo.
Zastanowiło mnie jednak, skąd to zainteresowanie moim listem ze strony, w końcu, najwyższych władz Nowej Lewicy w Turku.
Odpowiedź przyszła wraz z publikacją pt. „Marian Marczewski: Dotrzymujemy słowa”, która ukazała się na łamach tego samego portalu. Okazało się, że skrytykowałem inwestycję, której realizacja miała być „odtrąbiona” jako sukces Nowej Lewicy, i tak stałem się ich wrogiem numer jeden.
Tylko czy przypadkiem przy okazji tej publikacji nie wyszedł na jaw układ, który można nazwać „kupczeniem” inwestycjami: My zrealizujemy inwestycje pod Wasz program polityczny, a Wy nie będziecie krytykować naszych poczynań?
Panie radny Marczewski, naprawdę nie skomentuje Pan nieporadności przy realizacji remontu na Osiedlu Wyzwolenia? To może w takim razie niech Pan opublikuje, które inwestycje z budżetu miasta na 2027 r. będą realizowane pod Wasz interes partyjny, a ja nie będę wchodził Wam w drogę i w ten sposób uniknę niepotrzebnych inwektyw.
Tylko czy zawsze musi być tak, że pod wzniosłymi hasłami związanymi z dobrem społeczeństwa i interesem mieszkańców kryje się wyłącznie dbanie o interes partyjny i utrzymanie się na stołku?
Mieszkaniec Turku
(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)
źródło: materiał prasowy nadesłany







