Kaszkiet już lata na wolności. Niezwykła historia samicy bielika, znalezionej na terenie Nadleśnictwa Turek

W tej historii bohaterów jest kilku. A to co zadziało się między nimi to taka zwykła magia, jaka na co dzień istnieje wokół nas, choć tylko czasami jesteśmy w stanie ją dostrzec. A wszystko zaczęło się w okolicach Spycimierza…
Czy Kaszkiet to dobre imię dla samicy?
Ważą od 4 do niemal 7 kilogramów, rozpiętość ich skrzydeł może sięgnąć nawet 250 cm, do tego ten charakterystyczny zakrzywiony ostry dziób. Bieliki to nasze największe ptaki latające. I jak to w świecie zwierząt bywa, samice są nieco większe i cięższe od samców. No naprawdę nie sposób ich przeoczyć. Tym bardziej kiedy siedzą na poboczu asfaltowej drogi. W ten właśnie sposób Kaszkiet stał się Kaszkietem.
Imponującej wielkości ptaka, leżącego na ziemi, na początku lipca, zauważył bowiem nasz pierwszy bohater - kierowca przejeżdżający przez okolicę Spycimierza. Ptak nie był w stanie odlecieć, dlatego mężczyzna powiadomił policję i władze gminy Uniejów. Dzięki szybkiej reakcji organów, samica bielika, zwana potem Kaszkietem trafiła pod opiekę Nadleśnictwa Turek i Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Ptaków Drapieżnych „Szpon” w Turku. Bielik to bowiem gatunek ściśle chroniony i niezwykle cenny.
Wyjaśnić trzeba jeszcze skąd to niezwykłe imię. Otóż w trakcie tej niecodziennej akcji ratunkowej, kolejny z bohaterów zgubił swoje nakrycie głowy, a był to właśnie kaszkiet. I choć to nazwa rodzaju męskiego, nie mogło być inaczej - samica została nazwana Kaszkietem właśnie.
Dlaczego samica bielika leżała na ziemi? Prawdopodobną przyczyną jej osłabienia były ekstremalne upały oraz burze, które nawiedziły Polskę pod koniec czerwca. W tym samym czasie odnotowano bowiem kilka podobnych przypadków wymagających interwencji i pomocy.
Bielik w dobrych rękach
Pracownicy Nadleśnictwa Turek oraz członkowie stowarzyszenia, od lat zaangażowani w działalność i pracę z ptakami drapieżnymi, są w tym niewątpliwie specjalistami. Spotkać można ich podczas wielu plenerowych imprez, prowadzą warsztaty dla dzieci i dorosłych, a dodatkowo są fanami historycznych eventów.
To właśnie oni otoczyli ptaka fachową opieką, zadbali o jego kondycję i dzień po dniu przywrócili mu siły. Dzięki ich wiedzy, doświadczeniu i ogromnemu zaangażowaniu, samica bielika szybko wróciła do formy. Apetyt jej dopisywał - szczególnie na ryby - płocie, karasie oraz sumy. Dzienne pożerała ich niemal pół kilograma. Jej stan był stale monitorowany, a gdy stwierdzono, że energii ma już aż nadto – stało się jasne, że jest gotowa na powrót.
Lot ku wolności
I tak, po trzech tygodniach, nadszedł czas żeby Kaszkiet wrócił na wolność. Wcześniej jeszcze, w porozumieniu z Komitetem Ochrony Orłów, bielik został zaobrączkowany i oznakowany dzięki czemu będzie objęty dalszym monitoringiem.
We wtorek, 21 lipca, w doskonałej kondycji (4,5 kg wagi i imponujące 2,4 m rozpiętości skrzydeł), Kaszkiet wrócił na wolność. Wypuszczona w okolicach Spycimierza - tam gdzie na początku lipca została znaleziona, samica wzbiła się w powietrze. Nad łąki, pola, potem drzewa - wróciła do swojego rytmu, wyznaczanego naturalnym instynktem.
“Z całego serca dziękujemy ekipie Ptasznika – to dzięki Wam ta historia ma tak dobre zakończenie. Wspólnymi siłami tworzymy skuteczną ochronę przyrody” - piszą przedstawiciele Nadleśnictwa Turek w opisie filmu, który powstał w trakcie wypuszczenia na wolność Kaszkieta.

Anna Wiśniewska-Kocik
Dziennikarka Turek.net.plFB
ania@turek.net.pl








