Przerwany lot Orła. Piłkarze z Kawęczyna zakończyli przygodę z Pucharem Polski

W środę zakończyła się wielka przygoda Orła. Zawodnicy z Kawęczyna wrócili ze Środy Wielkopolskiej na tarczy. A jednak niezwykle dumni z tego co osiągnęli. - Ten zespół udowodnił, że potrafi rywalizować z każdym i godnie reprezentować nasz klub, region, powiat - mówi szkoleniowiec drużyny, Dawid Jóźwiak i zapowiada. - Ta drużyna jeszcze da wiele radości nam wszystkim!
Orzeł Kawęczyn wzbija się coraz wyżej
To dotychczas największy sukces w historii GKS Orzeł Kawęczyn. W maju, po wygranym meczu z trzecioligową Victorią Września, GKS Orzeł Kawęczyn znalazł się w finale Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim. Wcześniej drużyna prowadzona przez Dawida Jóźwiaka, wyeliminowała między innymi Strażaka Licheń Stary, Basztę Przedecz, Grom Malanów, Tulisię Tuliszków, Olimpię Koło, Ortę Jutrosin, Kanię Gostyń oraz Górnika Konin. Ta dobra passa, która cieszą się piłkarze z Kawęczyna to nie tylko szczęście, ale przede wszystkim ciężka praca i efekt świetnej postawy Orła w całych pucharowych rozgrywkach. - “Chcemy zajść w Pucharze jak najdalej tylko się da, chcemy grać znów ofensywnie, strzelać bramki i dbać o rozwój młodszych, mniej doświadczonych zawodników, dawać im więcej minut” - mówił po meczu z Orlą Jutrosin trener Jóźwiak, pod którego skrzydłami zespół z Kawęczyna w 2025 roku uplasował się w czołówce V ligii i wszedł do finału wojewódzkiego Pucharu Polski.
- Nasza droga do finału była wyjątkowa. Po drodze wyeliminowaliśmy kilku rywali z wyższych lig, pokazując bardzo dobrą grę, charakter, zaangażowanie i ogromne serce do walki - tak kilkumiesięczne zmagania na boisku podsumowuje trener Jóźwiak.
Mecz o finał
W środę w Środzie Wielkopolskiej odbył się mecz finałowy. Spotkanie nie należało do łatwych choćby ze względu na fakt, że trzecioligowa Polonia już w ubiegłym roku wygrała finał na szczeblu wojewódzkim, a w sumie po trofeum sięgała w swojej historii już sześciokrotnie. No i grała u siebie. Co prawda zawodników z Kawęczyna wspierało dzielnie sporo kibiców, ale jednak nie byli u siebie.
I choć zawodnicy Orła z każdą minutą czuli się pewniej na boisku w Środzie, ostateczny wynik przypieczętował samobójczy gol zespołu z Kawęczyna. - W środę po meczu finałowym schodziliśmy z boiska pokonani i smutni ale jednocześnie niezwykle dumni z tego, co osiągnęliśmy w tej edycji Pucharu Polski. Oczywiście jest niedosyt, bo wychodziliśmy na boisko po zwycięstwo, z takim nastawieniem trzeba grać zawsze - mówi trener Jóźwiak.
- Mecz od początku nie ułożył się po naszej myśli. Nasz najlepszy zawodnik, Krzysztof Krysztofowicz, miał problemy zdrowotne i musiał opuścić boisko. Wtedy też wpadła pierwsza bramka dla Środy, co mogło nam trochę podciąć skrzydła. Ale i tak jestem zadowolony z postawy chłopaków. Dzielnie walczyliśmy do ostatniej minuty i były momenty, w których przeważaliśmy. Choć finał nie zakończył się dla nas zwycięstwem, pokazaliśmy charakter, serce do walki i jakość, z której możemy być naprawdę dumni - podsumowywał występ swojego zespołu kapitan Orła, Szymon Izydorczyk.
Ta historia jeszcze sie nie kończy
- Jeden mecz nie może przekreślić tego, czego dokonaliśmy przez ostatnie miesiące. Ogromne podziękowania kieruję do moich zawodników. Za to, że wierzyli ciągle i szli za mną tą drogą nie okazując strachu przed tak dobrymi zespołami z którymi się mierzyliśmy - podsumowuje przygodę Orła w Pucharze Polski Dawid Jóźwiak.
Trener dziękuje za liczne wsparcie. - Mojej rodzinie: żonie Paulinie i dzieciom, przyjacielowi Damianowi, bo na każdym kroku czułem ich wsparcie. Andrzejowi Izydorczykowi i Markowi Raszewskiemu, na których ta drużyna w każdym momencie i we wszystkim mogla i może liczyć, chłopakom z zarządu i wszystkim sponsorom. I oczywiście ogromne podziękowania dla naszych kibiców. Byli z nami na każdym etapie tej przygody, wspierali nas w chwilach radości i w Środzie również byli naszym dwunastym zawodnikiem. Dziękujemy za wiarę, doping i obecność. Ten finał przegraliśmy, ale z podniesioną głową i dumą. Całą tę pucharową drogę przeszliśmy razem.
A jak wyglądają plany Orła na najbliższą przyszłość? - Przed nami ostatni mecz ligowy, po nim zasłużony odpoczynek - mówi trener. - Do pracy wrócimy z podniesionymi głowami. Ta drużyna jeszcze da wiele radości nam wszystkim - zapowiada Jóźwiak.
- Ta historia jeszcze się nie kończy. Kontynuujemy to, co wspólnie tworzymy i jestem przekonany, że przed nami jeszcze wiele pięknych sportowych emocji! - dodaje Izydorczyk.
A już w niedzielę rozstrzygną się dalsze losy dwóch zespołów z powiatu tureckiego. MGKS Tur 1921 Turek i Tulisia Tuliszków idą “łeb w łeb” i mają szanse na awans do V ligi.

Anna Wiśniewska-Kocik
Dziennikarka Turek.net.plFB
ania@turek.net.pl








