Horror w meczu z Mieszkiem.

Dziwny mecz obejrzeli turkowscy kibice w sobotnie popołudnie, mimo fatalnej aury i padającego deszczu zjawiło ich się około 1,3 tys. . Spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy ku czci zmarłego Jana Pawła II, klub kibica ułożył nawet napis „Dziękujemy Ci Ojcze Święty”. Później usłyszeliśmy jeszcze głośne „ Karol Wojtyła”. Miłym aspektem było też gorące przywitanie Piotra Mowlika, obecnie trenera Mieszka Gniezno, który wprowadził Tura na trzecioligowe boiska, ale wróćmy do samego przebiegu meczu. Zespół Tura wbrew przypuszczeniom nie rzucił się do huraganowego ataku od pierwszej minuty. Nasi zawodnicy spokojnie rozgrywali piłkę w środku pola, co stwarzało fałszywe wrażenie przewagi, z której jednak nic nie wynikało. Kiedy wydawało się już, że do przerwy bramki już nie padną Mieszko wyprowadza świetną kontrę w 41 minucie gry. Na szesnastym metrze przed bramką Robakiewicza znalazł się Ludwikowski. Uderzył silnie i przede wszystkim celnie w krótki róg i nasz bramkarz musiał wyjmować piłkę z siatki. Na stadionie szok, nasi piłkarze grają nieporadnie, a do tego stracona bramka w samej końcówce może spowodować, że w poczynania podopiecznych Tylaka wkradną się nerwy. To pesymistyczna przepowiednia sprawdziła się w stu procentach. Nic nie dawały kolejne zmiany w naszym zespole. Wciąż nie potrafiliśmy rozwinąć jakiejkolwiek akcji ofensywnej. W poczynania obronne wkradła się nerwowość. Dawid Andrzejczak traci piłkę na 40 metrze przed bramką Robakiewicza, i łapie zawodnika gości za koszulkę, otrzymuje żółty kartonik, a że za wcześniejsze przewinienie również został ukarany musiał opuścić boisko. Trener Tylak stawia wszystko na jedną kartę, gramy praktycznie dwójką obrońców z tyłu. Stoper Kiczyński coraz częściej włacza się do akcji ofensywnych. Przez to goście mają kilka stuprocentowych sytuacji, jednak albo ich strzały były niecelne, albo Zbigniew Robakiewicz świetnie interweniował. Kiedy kibice powoli godzili się ze stratą punktów Jacek Pieprzyk uderzył fenomenalnie z blisko 40 metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i przekroczyła linię bramkową. Na stadionie euforia od 79 minuty. Niemożliwe stało się faktem. W naszych zawodników wstąpiły nowe siły, akcje Tura stały się groźniejsze i bardziej efektywne. Zawodnik Mieszka również otrzymuje czerwony kartonik za drugą zółtą kartkę, to motywuje coraz bardziej naszych piłkarzy. W 90 minucie gry przed polem karnym sfaulowany został Robert Hyży, sam poszkodowany wykonał rzut wolny, piłkę głową uderza Kiczyński a ta wpada do bramki strzezonej przez Krzysztofa Tymę. Na stadionie kibice szaleją to kolejna końcówka zwyciężona przez Tura. Jednak martwi to, że limit szczęścia możemy kiedyś wyczerpać. Cieszmy się z punktów i tego, że wciąż nie tracimy dużej ilości oczek do czołówki.
Widzów: 1300
Bramki:
0:1 Ludwikowski 43"
1:1 Pieprzyk 79"
2:1 Kiczyński 90"
Składy zespołów:
Tur: Robakieicz, Sałaciński (Bolimowski), Kiczyński, Andrzejczak ż, cz, Kupiński, Zasada (Nawrocki), Matusiak (Grabowski) Hyży kpt., Sessu ż., Kanclerowicz ( Piperzyk), Majewski
Mieszko: Tuma, Piotrowski, Urbaniak, Zieniuk (Sar), Ludwikowski, Chrzanowski, Kopnicki ż kpt., Iwanicki ż., cz., Gąsiorowski, Król, Kuczyński(Tutkowski)
Sędziowie: Starybrat, Wysocki, Rębacz (wszyscy Mazowiecki ZPN)
źródło: www.tur.turek.net.pl
Wiesz o ważnym wydarzeniu?
Masz ciekawego newsa?
Podziel się z internautami!
Piszcie na adres:redakcja@turek.net.pl lub wypełnij formularz.









