Ptasia grypa nam nie grozi, ale...

Wielkopolanie nie muszą się obawiać ptasiej grypy - uspokaja wojewódzki lekarz weterynarii. Groźny dla człowieka wirus wykryto na dwóch fermach koło Płocka. Jak podkreśla Andrzej Żarnecki, nie ma możliwości, że zakażone mięso trafi do Wielkopolski, bo zostało już wycofane z obrotu i zniszczone. "Wiemy, kto mięso kupił i gdzie ono trafiło" - dodaje. Jednocześnie naukowcy prognozują, że za dwa lat ptasia grypa stanie się w Europie realnym problemem.
W związku ze stwierdzeniem ptasiej grypy w naszym kraju z wojewódzkim lekarzem weterynarii, przedstawicielami inspekcji sanitarnej, policji i straży pożarnej spotkał się dziś w poniedziałek po południu wojewoda wielkopolski Piotr Florek. "Omówilismy procedury obowiązujące w takiej sytuacji i sprawdziliśmy, czy w razie niebezpieczeństwa będą one funkcjonować. Nie ma wielkiego zagrożenia, ale monitorować musimy" - powiedział Radiu Merkury wojewoda.
"Prowadzony jest monitoring zarówno dzikiego ptactwa, jak i drobiu hodowlanego" - wyjaśniał Andrzej Żarnecki - wojewódzki lekarz weterynarii. Uspokajał też, że drób kierowany do uboju jest poddawany badaniom. Hodowcy zostali o sytuacji poinformowani. Powiatowi lekarze weterynarii wzmogli kontrolę na swoim terenie.
Według wojewódzkiego lekarza weterynarii, w polskiej tradycji nie ma zwyczaju jedzenia surowego mięsa, a wirus ptasiej grypy ginie w temperaturze 70 stopni Celsjusza.
To drugi taki przypadek ptasiej grypy w Polsce. Przed rokiem chorobę wykryto u łabędzi w Toruniu. "To wirus chorobotwórczy przede wszystkim dla ptaków" - zaznacza wojewódzki lekarz weterynarii. Z jego informacji wynika, że na świecie stwierdzono do tej pory u ludzi 200 przypadków zachorowania na ptasią grypę.
źródło: Radio Merkury









