Stal Stalowa Wola 1:0 Tur Turek

Stal Stalowa Wola pokonała na własnym boisku Tura Turek 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa strzelił w 41 minucie Krzysztof Trela.
To był mecz nie o przysłowiowe sześć, ale o dziewięć oczek. Obydwie drużyny są bezpośrednio zagrożone spadkiem i żadna nie mogła sobie pozwolić na stratę punktów. Dlatego przed spotkaniem dużo spekulowano o tym w jakim składzie rozpocznie drużyna Tura. Mówiło się o powrocie do składu Tomasza Ostalczyka i strzelca bramki w meczu ze Śląskiem - Pawła Olszewskiego. Od pierwszej minuty zagrał tylko ten drugi, natomiast Ostalczyk wszedł w drugiej połowie.
Obudzony Piętka
W pierwszej połowie to Tur był stroną przeważającą. W końcu z zimowego snu wybudził się Rafał Piętka. Starał się, walczył, wszczynał kolejne akcje Tura. Ale znów potwierdza się teza, że jeśli na boisku nie gra cała drużyna, to trudno myśleć o zwycięstwie. Piłkarze trenera Adama Topolskiego mieli swoje okazje, ale żadnej nie potrafili wykorzystać. Stal miała za to tylko jedną bramkową sytuację. I ja wykorzystała. Po błędzie obrońców piłkę do siatki skierował Krzysztof Terla. Daj Boże i nam taką skuteczność...
David wrócił
Po przerwie Tur desperacko rzucił się do odrabiania strat. Wszak nie można było sobie pozwolić na utratę punktów. Jednak szczelna obrona Stali nie pozwalała naszym piłkarzom na przedostanie się w obręb szesnastki gospodarzy. Turkowianie kilkakrotnie próbowali strzelać z dystansu. Za każdym razem jednak obronną ręka z opresji wychodził bramkarz Stalówki.
W 67 minucie na boisku pojawił się David Topolski. Był to jego pierwszy występ od czasu kontuzji, jaką David odniósł jeszcze w sierpniowym meczu z GKSem w Katowicach. Topolski największe zagrożenie sprawiał do rzutach wolnych, kiedy dwukrotnie swój zespół wyratował Tomasz Wietecha.
W oczekiwaniu na lepsze czasy
- W każdym meczu musimy dawać z siebie wszystko. Dziś zespół zagrał dobrze. Zabrakło nieco szczęścia. Z Arką zagramy o życie - powiedział po spotkaniu Sebastian Topolski. Tyle tylko, że ugranie jakichkolwiek punktów w meczu z Arką będzie niezwykle trudne. Po zmianie trenera gdynianie jakby sie przebudzili. A Tur musi być świadom tego, że porażka w meczu z żółto - niebieskimi oznacza spadek. Ale bądźmy dobrej myśli. Wbrew pozorom jeszcze nic nie jest przesądzone. Cuda się przecież w piłce zdarzają.
Stal: Wietecha - Wieprzęć, Ławecki, Piszczek, Lebioda, Iwanicki, Lipecki, Krawiec, Trela, (92' Stręciwilk), Pałkus, Gęśla
Tur: Janicki - Grabowski, Imbiorowicz, Jasiński, Derbich, Olszewski (52' Ostalczyk), Pruchnik (67' Topolski), Burkhardt, Potocki (46' Cichos), Sikora
źródło: Tur Turek









