Wakacyjne wspomnienia: spływ Krutynią 2005

Tegoroczny spływ Krutynią to dla jednych z naszej 23-osobowej grupy sentymentalny powrót (po 30 latach!! od pierwszego spływu, też na Krutyni), dla innych rzeka odkrywana po raz pierwszy, a dla wszystkich impreza bardzo udana.
Przez 8 dni przepłynęliśmy odcinek z Botowa nad jeziorem Gielądzkim do Iznoty, choć taka informacja daje raczej błędne wyobrażenie o trasie spływu – szlak Krutyni przedłużyliśmy o kilka dodatkowych odcinków. Wpłynęliśmy na jezioro Tejsowo, a stąd jednego dnia wybraliśmy się Krawienką do jez. Kały – szlak nadzwyczaj urokliwy, dziki i bezludny, ale dobrze przygotowany - drugiego zaś Babantem dotarliśmy do jez. Babięty Małe i Wielkie (niestety, nie da się dopłynąć do samego Rańska).
Ponieważ Babant (albo inaczej Tejsówka) budzi skrajne emocje, to parę słów o szlaku. Dla nas – rewelacja! Po leniwych, ale za to nieco zatłoczonych odcinkach szlaku Krutyni wreszcie mieliśmy to, co lubimy najbardziej: przeszkody, płycizny, niewielkie bystrza, całość urozmaicona i urokliwa. Jednak dla kogoś, kto ceni sobie przede wszystkim wygodę i lubi pływać z nogami na burcie, a przeszkód nigdy nie pokonywał,
Babant może okazać się prawdziwą udręką – takie właśnie opinie przeczytałam w Internecie. Próbuję je zrozumieć, bo przecież upodobania kajakarzy są rozmaite. Pokonanie szlaku – nieco uciążliwego, choć pokonanie przeszkód nie wydaje sie trudne - z jez. Tejsowo i z powrotem zajęło nam blisko 10 godz., a na biwak dotarliśmy już po zmroku. Warto zaznaczyć, że płynęliśmy pustymi kajakami przy dość niskim stanie wody.
Najwięcej emocji zaznaliśmy na jez. Mokrym – od Zgonu płynęliśmy pod wiatr, przy wysokiej fali, a słabsze załogi chwilami niemalże nie przesuwały się do przodu, z trudem pokonując kolejne metry. Ostatni biwak rozbiliśmy w Iznocie, która stała się dla nas punktem wypadowym na Bełdany i Śniardwy. Zgodnie stwierdziliśmy, że pływanie po zatłoczonych, wielkich jeziorach jest dla kajakarzy wątpliwą przyjemnością.
W sumie przepłynęliśmy ponad 150 km. Jaki okazał się sentymentalny powrót? Cóż, wiedzieliśmy, że ludzi będzie dużo i było ich dużo. Zaskoczyła nas liczba kajakarzy z Niemiec, ale to zawsze okazja do nawiązania kontaktów. Tu zresztą spotkała nas zabawna sytuacja – przy wspólnym ognisku grupa młodych Niemców próbowała włączyć się w turystyczne śpiewanie, ale znali tylko pieśni włoskich i niemieckich antyfaszystów.
Więcej zdjęć na stronie Tureckiego Towarzystwa Turystycznego.
źródło: www.ttt.turek.net.pl
Wiesz o ważnym wydarzeniu?
Masz ciekawego newsa?
Podziel się z internautami!
Piszcie na adres:redakcja@turek.net.pl lub wypełnij formularz.










