poniedziałek 03 sierpnia 2020

Augustyna, Kamelii, Lidii

reklama

Wybiórcza pamięć o "Wyklętych"

Wybiórcza pamięć o
foto: wikipedia.org / IPNJózef Kuraś "Ogień" to postać niezwykle kontrowersyjna, szczególnie w Zakopanem 

Żyję wystarczająco długo, żeby być świadkiem różnych wersji tej samej historii – ciągłego jej upolityczniania. W PRL-owskiej Szkole Podstawowej uczono mnie, jak członkowie AK walczący w Powstaniu Warszawskim przechodzili z braku kadry dowódczej pod komendę oficerów z Armii Ludowej. Później AK odzyskała należny sobie szacunek – niestety, jej osiągnięcia militarne zostały wyolbrzymione.

„Żołnierze Wyklęci” zastępują AK-owców

6 tyś. zabitych Niemców i około 1900 wykolejonych cystern z paliwem bez wątpienia nie wpłynęły na losy wojny. Ale patrząc obiektywnie – zadawanie strat wrogowi nie jest zasadniczym celem partyzantki. Ma ona siać zamęt na jego tyłach i powodować wycofywanie wojska z frontu, jego wiązanie. Tu AK sprawdziło się znakomicie. Oczywiście wymiar propagandowy działalności AK dla okupowanego społeczeństwa był niesamowicie ważny, tak samo nie do przecenienia są sukcesy wywiadu AK. Jego raport o niemieckim ośrodku rakietowym w Peenemünde być może zmienił losy wojny. Tej chwały nikt żołnierzom polskiego podziemia nikt nie odbierze.

reklama

Niestety, teraz dziwnym trafem zanika pamięć o AK-owcach, a rośnie status „Żołnierzy Wyklętych”. Mamy wszędzie uroczystości na ich różnych grobach – i jakoś nikt się nie zastanawia kim właściwie byli i co robili. Oczywiście nie neguję komunistycznych mordów typu rozstrzelanie Danuty Siedzikówny „Inki”. Takich osób jak „Inka” było setki. Ich mordowanie w imieniu PRL-owskiej sprawiedliwości nie jest niczym uzasadnione.

Ale były też osoby w stylu Józefa Kurasia „Ognia”, który był dezerterem z AK i ma na rękach krew niewinnych ofiar. Oczywiście można wmawiać ludziom, że czasem dochodziło do jego „pomyłki” w ocenie ludzi, a po dezercji jego dowódca namawiał go do powrotu do oddziału – lecz Kuraś mu zwyczajnie nie ufał. Są takie teksty podpisywane przez historyków z tytułami naukowymi. Obraz „bohatera” w wypowiedziach górali z Waksmundu, gdzie Kuraś się urodził, jest całkowicie inny.

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” ma piękną kartę z okresu wojny. Faktycznie był wówczas bohaterem – niestety, ma również na swoich rękach zbrodnie wojenne. Dopuszczał się zresztą ich już pod koniec wojny. Wbrew wyraźnemu rozkazowi Komendanta Wileńskiego Okręgu AK płk Zygmunta Krzyżanowskiego „Wilka" dokonał mordu rodziny Rinkewiciusa w miasteczku Dubinki na Wileńczyźnie. Najmłodszą ofiarą było 2-miesięczne dziecko. Nie są to moje wymysły. Te informacje można sprawdzić w publikacjach IPN-u. W sumie w Dubinkach w dniach 22-24 czerwca 1944 roku zostało wówczas zamordowanych 67 ludzi. Takich „bohaterskich” czynów było więcej w okresie, kiedy „Łupaszka” stał się „wyklętym”.

reklama

W maju 1946 r. w Tomaszowicach jeden z pododdziałów słynnego Hieronima Dekutowskiego „Zapory” zastrzelił Jana Patejaka – administratora tamtejszego majątku. Oczywiście ze względów politycznych o tym się nie wspomina. Wielu „Wyklętych” mordowało polskich chłopów za to, że wzięli ziemię z reformy rolnej. Rodzi się pytanie: komu zależy, żeby takie fakty zostały przemilczane?

„Leśni” wchodząc do domów żądali żywności, odzieży – i nie wolno było im odmówić, żeby nie być posądzonym o sympatię do komunizmu.

Czy wszyscy zabici przez Wyklętych byli komunistami?

Żołnierze Wyklęci ogółem zabili 4018 milicjantów, 1615 funkcjonariuszy UB, 3729 żołnierzy WP, KBW i WOP, 495 członków ORMO. W sumie daje to 9857 osób. Czyżby wszyscy z nich byli komunistami? Członkowie tzw. zbrojnego podziemia zabili też 5043 bezbronnych cywilów (wśród nich było 2655 rolników a także 691 zwykłych gospodyń domowych) oraz 187 dzieci do 14-go roku życia.

Bazyli Pietruczuk w „Księdze hańby” opisuje tylko część takich „bohaterskich” czynów. Radzę przeczytać. Zginęło też 1980 żołnierzy radzieckich różnego stopnia. Straty „Wyklętych” to 7672 osoby (Maria Turlejska podaje liczbę 8668). W sumie na skutek rozpętanej wówczas „wojny domowej” zginęło ok. 25 tys. osób.

Gloryfikuje się jednych, a np. opluwa się żołnierzy I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki stworzonej przez Berlinga. A przecież tworzyli ją Polacy wywiezieni wbrew swojej woli w głąb Syberii. Większość z nich nie była zainteresowana polityką. Chcieli się wyrwać z radzieckich łagrów i walczyć o wolną Polskę. To był ich główny cel. Dlatego bądźmy krytyczni zanim pójdziemy na Czyste, by składać kwiaty naszemu „Groźnemu”. Jest to postać zbyt kontrowersyjna, żeby stawiać mu pamiątkowe tablice.

Kim tak naprawdę był „Groźny”?

O przeszłości „Groźnego” wiemy bardzo niewiele. Praktycznie nie mamy żadnych, wiarygodnych informacji. Szczątkowe relacje są wspomnieniami ludzi, którzy go znali, i którym powiedział kilka zdań o sobie. Nie znana jest nawet jego data urodzin. Prawdopodobnie urodził się we Lwowie 15 marca 1920 roku. Prawdopodobnie – bo podawany jest także rok 1918. Nie wiemy nic o jego przeszłości z okresu wojny. Istnieją jedynie mity. Miał skończyć 6 klas szkoły podstawowej i być z zawodu stolarzem.

Tymczasem ludzie, którzy go znali mówią o jego „pańskiej” postawie i szlacheckim pochodzeniu. Oczywiście w takim przypadku - żeby jako „wróg klasowy” uchronić się przez wywozem na Syberię lub nawet rozstrzelaniem - musiał ukryć swoje pochodzenie i stać się prostym „człowiekiem z ludu”.

Stanisław P. podaje dziwną informację, jakoby jego rodzina została wywieziona w głąb Związku Radzieckiego, a on sam po odpowiednim przeszkoleniu został w stopniu porucznika zrzucony na spadochronie gdzieś na Wschodzie, gdzie działał w partyzantce. Radziecki „cichociemny”? Wspomniany wywiad dostępny na serwisie Youtube. Z kolei szlacheckie korzenie tłumaczyłyby jego nienawiść do komunizmu.

Z Turkiem związany jest jedynie tym, że naszym powiecie toczył swoje ostatnie walki. Tymczasem mamy na naszym terenie postacie wręcz zapomniane – a które z pewnością powinny być uhonorowane. Chociażby Kawaler Orderu Virtuti Militari Stefan Kosobudzki „Sęk”, który dziwnym trafem nie doczekał się żadnej tablicy pamiątkowej. Posłuchajmy czasem opowiadań - niestety już nielicznych - dziadków i babć pamiętających tamten czas. Mają oni naprawdę wiele do powiedzenia. Niestety, wolimy bajki.

Chyba 2 lata temu na wykładzie w ZST w Turku wmawiano młodzieży, że w akcji na Czystem brało udział 1200 żołnierzy LWP! Tylu miało otoczyć chłopską chałupę! Niestety, fakty o „Wyklętych” podawane są wybiórczo. Niewygodne zwyczajnie przemilcza lub neguje. Czasem ludzie „myślący inaczej” są wprost zastraszani.

Patriotyzm ma różne oblicza

Pamiętajmy, że każda walka zbrojna musi dawać chociaż szansę powodzenia – inaczej jest niepotrzebnym wykrwawianiem narodu. Patriotyzm to także pozytywistyczna praca zmierzająca do wzrostu gospodarki kraju, rozwoju duchowego i kulturowego. Patriotyzm to walka o zachowanie języka oraz wiary – bo tylko dzięki takiemu patriotyzmowi można przetrwać okupację czy niewolę.

Ile trzeba mieć w sobie politycznego fanatyzmu, żeby Lecha Wałęsę - człowieka, który poprowadził nas do pełnej niepodległości - oskarżać o zdradę i nazywać tajnym współpracownikiem SB - a człowieka, który mordował kobiety w ciąży, ocalałych z Holocaustu Żydów i szeregowych żołnierzy LWP nazywać bohaterem? Paradoksalnie dochodzimy do dziwnej sytuacji, w której pospolitą bandę napadającą w roku 1945 na sklep w Pcimiu Małym nazwie się oddziałem antykomunistycznego podziemia, a lokalnego pijaczka odsiadującego wyrok za napaść na milicjanta zaczniemy uważać za prześladowanego przez komunistów opozycjonistę.

Paweł Janicki

* rozbicia na akapity oraz śródtytuły pochodzą od redakcji

Podobne artykuły

Uroczystość z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy...

Uroczystość z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy wyklętych

2 mrz.
Wideo: Instalacja Edukacyjna

Wideo: Instalacja Edukacyjna "1938-45 Historia...

06-10-2019
Horror II Wojny Światowej w Instalacji...

Horror II Wojny Światowej w Instalacji Edukacyjnej -...

29-09-2019
reklama
reklama
reklama