Czerwona latarnia lepsza od Tura

Porażką 2:1 zakończyło się wczorajsze spotkanie z ostatnią drużyną w ligowej tabeli – Ślęzą Wrocław. Honorową bramkę dla Tura zdobył Damian Sędziak w 24. minucie meczu. Dla gości trafiali Rafał Brusiło w 13. i Paweł Synowiec w 89. minucie meczu.
Obiecujący początek, szok i powrót do gry…
W spotkaniu ze Ślęzą z powodu kontuzji nie mogło wystąpić kilku podstawowych zawodników. Urazy leczą Chrzanowski, Ziółkowski, Bieniek, w dodatku na rozgrzewce odnowił się uraz kolana Michała Pietrzaka który wydawało się, że jest już gotowy do gry i możliwe, że w tym sezonie Michała na drugoligowych boiskach już nie zobaczymy.
Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Tura. Już w pierwszej minucie Damian Sędziak uderzył na bramkę Grzegorza Paukszta, jednak mierzący 2 metry golkiper nie miał problemów ze złapaniem piłki, podobnie było chwilę później przy strzale Kamila Bartosiewicza. Pierwsze minuty wyglądały obiecująco i nikt chyba nie spodziewał się tego, co stało się w 11. minucie meczu. Paweł Kowal w polu karnym ze spokojem ograł Marcina Kiczyńskiego i podał piłkę do Rafała Brusiło, który spokojnie wpakował piłkę do siatki.
Nieco ponad dziesięć minut później Kowal, który zaliczył asystę przy pierwszej bramce mógł sam wpisać się na listę strzelców, ale w sytuacji „sam na sam” górą wyszedł Dawid Kręt.Chwilę później Tur powrócił do gry o pełną pulę. Kamil Bartosiewicz przedarł się prawą stroną, dograł na 13. metr do wbiegającego Damiana Sędziaka, który mocnym strzałem tuż przy słupku trafił do bramki.
Ach, te karne…
W spotkaniu z Polonią Słubice na początku meczu Jacek Paczkowski spudłował „11”, na szczęście obyło się bez większych konsekwencji, bo trzy punkty pozostały w Turku po trafieniach Michała Pietrzaka i Roberta Hirsza. Wczoraj w 37. minucie po strzale jednego z zawodników Tura ręką zagrał obrońca drużyny z Dolnego Śląska i sędzia wskazał na wapno. Do piłki podszedł Kiczyński. Uderzył jednak źle, wysoko, Paukszt tylko wyciągnął ręce i bez problemów przeniósł piłkę nad poprzeczką. Gdyby w tej sytuacji udało się umieścić piłkę w siatce, zapewne mecz potoczyłby się całkiem inaczej.
Bezbarwne 45 minut z „pięknym” zakończeniem
Po przerwie gra zdecydowanie siadła. W poczynania obu zespołów wdarło się dużo błędów i nieprzemyślanych zagrań. Najgroźniejszy strzał Tur oddał po rzucie wolnym wykonywanym przez Artura Łazara. Żaden z zespołów jakoś szczególnie nie kwapił się, by uzyskać prowadzenie. W dodatku w 84. minucie za dyskusję z sędzią po jednej z akcji drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę w tym meczu obejrzał Łazar i musiał udać się do szatni. To jakby dodało sił ekipie prowadzonej przez duet trenerski Mandziejewicz – Tęsiorowski. Ich zaangażowanie w ostatnich minutach zostało udokumentowane w 89. minucie. Paweł Synowiec wprowadzony kilkadziesiąt minut wcześniej z konieczności za kontuzjowanego Ernesta Balickiego przyjął spokojnie piłkę na 20. metrze i przymierzył w samo okienko bramki Kręta. Uderzenie 18-letniego pomocnika zasługuje na najwyższe uznanie.
Jeszcze w doliczonym czasie gry niewiele brakowało, by goście zwiększyli swoją przewagę, ale uderzenie Mohameda Donzo z 70. metrów minęło pustą bramkę Tura.
Za tydzień kolejne spotkanie z tych za „sześć” punktów. Przeciwnikiem będzie drużyna Lechii Zielona Góra, która w trzech ostatnich meczach ligowych zgarnęła siedem punktów. Tur natomiast odniósł dwie kolejne porażki z rzędu i nie może sobie pozwolić na kolejne straty punktów. Początek meczu w przyszłą sobotę o godzinie 17.
Źródło: www.mksturturek.pl

Marcin Derucki dla Turek.net.pl
Redakcja Turek.net.plFB
email: redakcja@turek.net.pl
telefon: 787 77 74 72








