Po meczu z Jarotą: Brzostowski pokonał Tura

Dariusz Brzostowski to piłkarz doskonale znany turkowskim kibicom. 32-letni bramkarz od lat mieszka w Turku, w przeszłości dwukrotnie występował w barwach Tura, zbierając zresztą za swoją grę bardzo pochlebne recenzje. Dziś wychowanek Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski miał okazję po raz kolejny przypomnieć się naszej publiczności. I zrobił to wyjątkowo skutecznie, bowiem to właśnie jego interwencje zapewniły zwycięstwo Jarocie Jarocin w dzisiejszym pojedynku z zespołem Tura.
Spotkanie rozpoczęło się z 15-minutowym opóźnieniem, ponieważ goście z Jarocina po drodze mieli problemy z autokarem i zbyt późno dotarli na stadion w Turku. Gdy jednak pojawili się na boisku, bardzo szybko ruszyli do ataku i już w czwartej minucie objęli prowadzenie – po uderzeniu Szymona Matuszewskiego piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki obok bezradnego Dawida Kręta. Ogólnie cała pierwsza połowa stała na niskim poziomie, jednak dało się zauważyć przewagę piłkarzy Jaroty. Blisko kolejnej bramki dla gości było w 15 minucie, gdy Kręt obronił uderzenie Jonasza Jeżewskiego. Jeszcze mniej do szczęścia zabrakło Krzysztofowi Gościniakowi, który dwadzieścia minut później, próbując lobować naszego bramkarza z 15 metrów, trafił w poprzeczkę. Jeszcze w 37. minucie swoją szansę miał Krzysztof Bartoszak, ale uderzył minimalnie obok bramki.
Goście atakowali, ale to zespół Tura zdobył wyrównującą bramkę. Po rozegraniu rzutu rożnego fatalny błąd popełnił Brzostowski, który, wychodząc z bramki, minął się z piłką. Trafiła ona pod nogi Grzegorza Kmiecika, a ten oddał celny strzał, który – mimo rozpaczliwej interwencji jednego z obrońców – przyniósł zmianę wyniku. To już czwarte trafienie byłego napastnika m. in. Wisły Kraków w obecnych rozgrywkach. Niby nie jest to wielki wyczyn, ale przypomnijmy, że w zeszłym sezonie najlepsi snajperzy Tura mieli na koncie... po trzy gole. Przed Grzegorzem jeszcze wiele okazji, by swój dorobek powiększyć, ale nie uczyni tego w spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec – w końcówce dzisiejszego meczu otrzymał czwartą żółtą kartką i czeka go jeden mecz odpoczynku.
W drugiej połowie obraz gry zdecydowanie się zmienił. Turkowianie wyraźnie przejęli inicjatywę i raz za razem atakowali bramkę gości, dążąc do zdobycia gola na 2:1. W 54. minucie Ailton zagrał w uliczkę do Mateusza Jóźwiaka, ale ten z ostrego kąta nie trafił w bramkę. Chwilę później na boisku pojawił się Paweł Łączny, który zaliczył zdecydowanie najlepszy występ w barwach naszego zespołu, kilkakrotnie próbując zdobyć bramkę dla Tura. Tyle że zarówno jemu, jak i reszcie drużyny przeszkadzał stojący między słupkami Brzostowski, który co rusz rehabilitował się za nieudaną interwencję przy bramce Kmiecika. W 58. minucie wyszedł obronną ręką z pojedynku sam na sam z Łącznym. Chwilę później miała miejsce seria czterech rzutów rożnych, z których każdy mógł przynieść gospodarzom bramkę. Nie stało się tak, bowiem za każdym razem albo interweniował Brzostowski, albo w sukurs przychodził mu któryś z obrońców, blokując strzał. Od 70. minuty golkiper Jaroty zaprezentował kilka kolejnych niesamowitych interwencji, które można było zakwalifikować do rubryczki „mistrzostwo świata”. W 72. minucie odbił piłkę po bardzo mocnym strzale Davida Topolskiego, w 79. powstrzymał bombę Kmiecika, a cztery minuty później obronił bardzo dobry strzał głową Łącznego. W międzyczasie bramkę na 1:2 strzeliła Jarota – jeden z piłkarzy gości z łatwością ograł Kamila Mitkę i dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę do siatki skierował Bartosz Kieliba.
Dzisiejszy mecz spokojnie mógł się zakończyć podobnym wynikiem, jak spotkanie z Rakowem Częstochowa. Wtedy jednak w bramce rywala stali piłkarze, prezentujący żenujący poziom, a dziś między słupkami stanął Brzostowski. Były piłkarz Tura to zdecydowany bohater dzisiejszego spotkania i to właśnie jemu goście zawdzięczają zwycięstwo na stadionie 1000-lecia. Zespół Tura poniósł natomiast konsekwencje błędów w obronie, które przy dużej ilości strzelonych goli nie miały wpływu na wynik, ale dziś przyniosły dosyć bolesny skutek. Faktem jest, że trener Tomasz Wichniarek nie mógł dzisiaj skorzystać z usług Michała Steinke i Bartosza Hinca, ale akurat gra stoperów wyglądała dzisiaj całkiem poprawnie, zwłaszcza jeżeli chodzi o Topolskiego. Nie można przemilczeć kolejnego słabego występu Mitki, który w jakimś stopniu zawinił przy obu golach, słabiej niż zazwyczaj zagrał Ailton. To sprawiło, że Jarota odniosła pierwsze zwycięstwo w Turku, a nasz zespół drugą porażkę w tegorocznych derbach Wielkopolski, po tej z Nielbą w Wągrowcu.
Źródło: www.mksturturek.pl

Marcin Derucki dla Turek.net.pl
Redakcja Turek.net.plFB
email: redakcja@turek.net.pl
telefon: 787 77 74 72








