środa 23 września 2020

Bogusława, Liwiusza, Tekli

reklama

Kawka: Przed każdym sądem wygram tę sprawę

Kawka: Przed każdym sądem wygram tę sprawę - Bogdan Kawka podczas sesji Rady Powiatu Tureckiego, Foto: M. Derucki
Bogdan Kawka podczas sesji Rady Powiatu Tureckiego, Foto: M. Derucki 

Nagłe rozwiązanie umowy z dyrektorem SP ZOZ, rewelacje dotyczące kontroli w tejże placówce, konferencje prasowe Zarządu Powiatu i polityków PiS – w minioną środę uwaga mieszkańców Turku i okolic skupiła się na miejscowym szpitalu. Jak całe zamieszanie wokół swej osoby odbiera przebywający od połowy stycznia na zwolnieniu lekarskim Bogdan Kawka?

Turek.net.pl: Czy jest Pan zaskoczony decyzją Zarządu Powiatu o Pana zwolnieniu dyscyplinarnym ze stanowiska dyrektora SP ZOZ w Turku?

reklama

Bogdan Kawka: Oczywiście. Decyzja ta jest wynikiem nadal przeprowadzanej w szpitalu kontroli. Zaczęła się ona, o ile się nie mylę, w dniu mojej operacji, po urazie nogi jakiej doznałem 15 stycznia. Nie jest to tak, jak niektórzy piszą w komentarzach, że uciekłem na zwolnienie. Doznałem po prostu poważnego urazu. O tym, że zostałem dyscyplinarnie zwolniony, dowiedziałem się dopiero z waszego portalu.

Nie został Pan poinformowany osobiście o zwolnieniu?

BK: Starosta był u mnie przed spotkaniem Zarządu Powiatu Tureckiego i mówił, że przedmiotem obrad będą, zdaniem Zarządu, znaczące nieprawidłowości w funkcjonowaniu szpitala. Potem, o godzinie 14:00, ukazała się na portalu Turek.net.pl informacja, że w gabinecie starosty została zorganizowana konferencja prasowa. Tam poinformowano media, że zostałem dyscyplinarnie zwolniony. Było to dla mnie totalne zaskoczenie. Po pierwsze, jeżeli chce się rozwiązać z dyrektorem umowę o pracę, bez względu na jej formę, konieczna jest opinia Rady Społecznej SP ZOZ. W tym przypadku tego zabrakło.

reklama

A czy dziś nie dostał Pan żadnej oficjalnej informacji?

BK: Do dziś nie mam dokumentu świadczącego o tym, że odwołano mnie ze stanowiska. Z tego co słyszę od ludzi, Zarząd Powiatu najpierw działa, potem myśli. Poza tym trwa kontrola. Nie miałem nawet, jako kierownik kontrolowanej jednostki, możliwości zapoznania się zarzutami i ustosunkowania się do nich. Jeżeli stosuje się artykuł 52, to trzeba dać pracownikowi możliwość wypowiedzenia się. A tymczasem podejmuje się decyzję na podstawie jakiegoś pisma Dyrektora Wydziału Zarządzania Kryzysowego, który powypisywał, z tego co się zdążyłem dowiedzieć, bzdury.

Czy uważa Pan, że kontrola rozpoczęła się akurat wtedy, kiedy odszedł Pan na zwolnienie lekarskie?

BK: Nie mam pojęcia. Ja tego nie ustalałem. Niczego też nie podejrzewam i nie chcę tutaj dywagować, czy wykorzystano sytuację mojej nieobecności. Ja w normalnych warunkach nie podjąłbym decyzji wobec pracownika, którego nie ma, bo uległ wypadkowi.

Nie uważa Pan, że Zarząd przestraszył się Ryszarda Bartosika i „rabanu politycznego”, który rozpętuje wokół szpitala?

BK: Jaki „raban polityczny” może czynić opozycja? Ich prawem jest krytykować rządzących. Ja osobiście pretensji do Ryszarda Bartosika nie mam. Ma on pełne prawo do swojej oceny. Pełnimy funkcje publiczne i musimy liczyć się z krytyką. A za członków Zarządu nie będę się wypowiadał. Nie jestem politykiem. Jestem pracownikiem szpitala. Szkoda tylko, że placówka ta stała się elementem gry politycznej, bo to zupełnie niepotrzebnie odstrasza ludzi. W innych powiatach szpital jest oczkiem w głowie rządzących. Tam nikt nie robi kariery politycznej na szpitalach.

Będzie się Pan odwoływał od decyzji Zarządu?

BK: Na razie nie mam się od czego odwoływać. Nie dostałem żadnego dokumentu świadczącego o tym, że przestałem być dyrektorem SP ZOZ w Turku.

Ile kontroli było przeprowadzonych dotychczas w turkowskim szpitalu?

BK: Za mojej obecnej kadencji, jeżeli chodzi o sprawdzanie usług medycznych, była to pierwsza kontrola. Wcześniej kontrolę przeprowadził dyrektor Bestwia, według takich samych zasad jak teraz.

Ryszard Bartosik podczas swojej konferencji mówił, że jednym z głównych powodów jest użyczenie pomieszczenia firmie Greys-Med pani Julii Ignatowicz.

BK: Mam ponad 30 lat stażu pracy. Jestem prawnikiem i nie pierwszy raz kieruję jakąś jednostką. Dyrektor nie podejmuje sam wszystkich decyzji, ale uruchamia procedury przygotowania dokumentacji przez określone służby w danym zakładzie. Jeżeli jest umowa lub procedura do podpisania, to pod każdym dokumentem podpisuje się radca prawny. Ja już potem tego nie sprawdzam, bo po to ten prawnik jest, żeby sprawdzić prawidłowość dokumentów. Gdyby szef jednostki miał się bawić w prawnika, głównego księgowego, zaopatrzeniowca, to brakłoby mu godzin w dobie na pracę. Ale nie mówię, że pracownik nie może popełnić błędu.

Jeżeli chodzi o procedury na przeprowadzenie konkursów, to były one przygotowywane przez zastępcę dyrektora, panią Tyrawską. I to przez kilka miesięcy. Na wszystko są dokument parafowane przez radcę prawnego.

Jak Pan w ogóle odbiera całą tę sytuację?

BK: Jestem tym wszystkim zniesmaczony. Złamano procedurę. Nie zakończono kontroli, a na podstawie cząstkowych wyników podejmuje się takie decyzje. Jeżeli zwalnia się kogoś dyscyplinarnie, nie dając człowiekowi możliwości przedstawienia swojego stanowiska, to się go pomawia. To jest naruszenie mojego dobrego imienia. W stu procentach jestem pewien, że przed każdym sądem taką sprawę wygram.

Rozmawiał Marcin Derucki

 

Podobne artykuły

Wideo: Koncert Operetkowy na zakończenie V...

Wideo: Koncert Operetkowy na zakończenie V Edycji...

17 sierp.
Turek: Kwiat Kobiecości umilił Mikołajki...

Turek: Kwiat Kobiecości umilił Mikołajki pacjentkom...

09-12-2016
Wieczór z operetką

Wieczór z operetką

11-08-2016

Komentarze ()

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie - kliknij w link "Zgłoś Facebookowi" przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

reklama
reklama
reklama