poniedziałek 28 listopada 2022

Jakuba, Stefana, Romy

3°C pochmurnie Pogoda 7 dni »
reklama

Łapaliśmy wróble i wpuszczaliśmy w pierze... Jak w Bibiannie gęsie pióra darłam

Łapaliśmy wróble i wpuszczaliśmy w pierze... Jak w Bibiannie gęsie pióra darłam - fot.: Anna Wiśniewska-Kocik
fot.: Anna Wiśniewska-Kocik  

Przy długim stole, ustawionym wzdłuż jednej ze ścian świetlicy wiejskiej w Bibiannie, siedzi kilkadziesiąt kobiet. – Tych sześć tam od końca to z Dziadowic, co roku przyjeżdżają na Pierzoka. Jedna jest z Kotwasic, a reszta miejscowe, z Bibianny – tłumaczy mi pani Ola, lat 83, koło której usiadłam w piątek, żeby nauczyć się tradycyjnego wiejskiego zajęcia, praktykowanego kiedyś w niemal każdym gospodarstwie – darcia pierza.

Najstarsza jest pani Banasiakowa, lat 84. – My obie jesteśmy przedwojenna produkcja – śmieje się pani Ola. Sama chodziła kiedyś na darcie pierza po sąsiadach. – Dwa dni była robota, a na trzeci zabawa – opowiadają gospodynie. Teraz drze się dla podtrzymania tradycji, ale moda na wszelkie prace ręczne wraca. To już jednak nie konieczność, raczej rozrywka, której szczególnie teraz, spragnieni są wszyscy. – Dwa lata Pierzoka w Bibiannie nie było. Wszystko przez tą pandemię – mówi pani Ola. Nawet ona, poważnie schorowana miała już dość siedzenia w domu, wzięła więc swoją przyjaciółkę (jak mówi o swojej kuli) i oto jest.

reklama

Na blatach stoją czerwone wiaderka wypełnione białym puchem. Trzeba zanurzyć w nich rękę, wyciągnąć garść białych piór i zacząć pracę. Piórko łapie się za górną część, jednym ruchem odrywając chorągiewkę z jednej, drugim z drugiej strony. W palcach pozostaje nam jedynie dudka ze stosiną, czyli biały trzon pióra. – Co z nim zrobić? – pytam panią Olę. – No jak to co, pod stół – odpowiada. Zaglądam pod nogi – rzeczywiście leżą tam łyse, obdarte z chorągiewek białe części. Reszta, czyli mięciuteńkie chorągiewki zasilają usypane na stole zaspy. Piórko za piórkiem biorę kolejne. – Te małe wystarczy rozedrzeć na pół, a puch tylko przetrząsnąć, ale sam puch to na poduszki niedobry – instruuje mnie pani Ola – za bardzo się zbija.

Co jakiś czas pojawiają się panie z plastikowym workiem, do którego pakują obdarte pierze. Co się z nim stanie? Wróci do właścicielki gęsi, która przywiozła pierze. Wielkie grube pióra do niczego się nie nadają i trzeba je wyrzucić, choć zawsze można je wykorzystać do zabawy – pani Ola wtyka mi dwa we włosy. – Łapaliśmy wróble i wpuszczaliśmy w pierze, wszędzie fruwało – śmieje się. Jak się okazuje podobny efekt daje dziś włączenie klimatyzatora. Pierwszy mocniejszy mróz tej jesieni sprawia, że trzeba użyć go jako źródła ogrzewania, a lekkie białe piórka momentalnie zaczynają wirować nad stołami...

Gęsi trzymano kiedyś niemal w każdym gospodarstwie domowym, ich hodowla nie była trudna, pasły się same albo pod opieką dzieci, a wykorzystać można było z nich nie tylko smaczne szczególnie jesienią i zimą mięso, ale też tłuszcz (poza kulinariami używany do leczenia przeziębienia, zapalenia oskrzeli, bólów reumatycznych czy stawowych) oraz właśnie pierze. Na poduszki i pierzyny. Na wyprawę młodych i wtedy, kiedy po prostu były potrzebne. A że robota była długa i żmudna, a ciemne wieczory długie, gospodynie po kolei spotykały się w swoich domach. Przy pracy opowiadały sobie rozmaite historie, plotkowały i śpiewały. – Ja pamiętam jak na darcie pierza przyjeżdżał facet i grał na harmonii, a jego żona śpiewała – wspomina jedna z mieszkanek Bibianny. Ale jest XXI wiek, na świetlicy dudni skoczna muzyka, chwilami za głośno, nie słychać własnych myśli, co dopiero rozmów...

Pod drugą ze ścian świetlicy w Bibiannie, przy długim stole siedzą mężczyźni. Na blacie leżą karty, rozłożone szachy. – Mój jakby żył, to by darł ze mną – mówi pani Ola. Jest i sekcja młodzieżowa, w pomieszczeniu obok. Tam królują piłkarzyki i ping-pong. Dwie godziny mijają błyskawicznie, nawet nie wiem kiedy nadarłam własną puchową zaspę…

reklama

Czas na wspólną kolację, jest piątek, więc będzie postnie. Na stół wjeżdżają ugotowane w całości duże, żółte ziemniaki, zimna zupa śledziowa w wazach, gzik, pyszne pierogi ruskie, sałatki jarzynowa i śledziowa, racuszki z jabłkiem… Są też drożdżowe wypieki. Przygotowania do kolacji trwały kilka godzin. – Zaraz znajdę pierożka, którego ja ulepiłam – mówi pani Ola, nakładając mi na talerz dzieło własnych rąk. Jest też pyszny kompot z suszu, taki jak na Wigilię. Bo to taka Wigilia, prawdziwe świętowanie będzie dzień później, w sobotę. Do Bibianny przyjadą wójt i inni zaproszeni goście, będą występy Jarzębinek z Dziadowic i Stowarzyszenia "Razem dla Cekowa", zabawa taneczna i szachowy turniej…

Taki to Pierzok po dwóch latach przerwy, odbywał się w Bibiannie. Kolejny już za rok. Mam nadzieję spotkać się na nim z panią Olą...

Anna Wiśniewska-Kocik
Dziennikarka Turek.net.plFB

email: ania@turek.net.pl

fot: Anna Wiśniewska-Kocik2
fot: Anna Wiśniewska-Kocik3
fot: Anna Wiśniewska-Kocik4
fot: Anna Wiśniewska-Kocik5
fot: Anna Wiśniewska-Kocik6
fot: Anna Wiśniewska-Kocik7
fot: Anna Wiśniewska-Kocik8

Podobne artykuły

Przeżył już sto lat i ma ochotę na więcej!...

Przeżył już sto lat i ma ochotę na więcej!...

25 list.
Słyszałaś o Kręgach Kobiet? Są bliżej niż...

Słyszałaś o Kręgach Kobiet? Są bliżej niż myślisz!...

12 list.
I ty możesz uratować życie swojego genetycznego...

I ty możesz uratować życie swojego genetycznego...

5 list.

Komentarze ()

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie - kliknij w link "Zgłoś Facebookowi" przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

reklama
reklama
reklama