Zbiórka dla OSP Międzylesie. Powoli, powoli i jest 44% Pomagamy!!!

poniedziałek 25 maja 2020

Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny

reklama

Dlaczego mówimy „nie”/K. Bestwina o planach zmian w ratownictwie

Dlaczego mówimy „nie”/K. Bestwina o planach zmian w ratownictwie
Krzysztof Bestwina podczas kaliskiej konferencji dotyczącej zmian w systemie ratownictwa medycznego 

Wywiad z dyrektorem Szpitala Powiatowego w Turku, Krzysztofem Bestwiną, traktujący o zmianach w systemie ratownictwa medycznego na obszarze województwa wielkopolskiego.

Turek.net.pl: Zaczęło się od tego, że wojewoda Piotr Florek postanowił wprowadzić na terenie Wielkopolski 5 rejonów operacyjnych Zespołu Ratownictwa Medycznego, zamiast obecnych 31. Centra Powiadamiania Ratunkowego zostałyby przeniesione do miast prezydenckich i to stamtąd rozdysponowywane byłby karetki do poszczególnych zdarzeń. Dlaczego to założenie wywołało falę protestów?

reklama

Krzysztof Bestwina: Powodów ku temu było kilka. Przede wszystkim dyspozytorzy, którzy znajdują się na terenie rejonu operacyjnego takiego jak powiat turecki są mieszkańcami tego powiatu. Są więc oni dobrze zorientowani w jego topografii, dokładnie znają też jego specyfikę.

Co to oznacza?

Jeżeli ktoś dzwoni z terenu powiatu tureckiego, to kontaktuje się z dyspozytorem w Turku. Jeśli zaś zgłaszający będzie dzwonił do Konina, a tamtejszy dyspozytor nie będzie dokładnie zorientowany w terenie powiatu tureckiego, ustalanie miejsca zdarzenia będzie trwało znacznie dłużej. Samo przyjmowanie zgłoszenia automatycznie się wydłuży. Pojawi się również problem podobnych lub takich samych nazw miejscowości.

reklama

Na czym polega ten problem?

Osoba „z zewnątrz” może po prostu nie wiedzieć, że na obszarze rejonu operacyjnego istnieje kilka miejscowości o takiej samej lub podobnej nazwie. Może się zdarzyć, że karetka zostanie wysłana w przeciwny do miejsca zdarzenia koniec powiatu.

Czy w takim razie wojewoda nie zapewnił w swoich planach rozwiązania tego problemu?

Wojewoda, idąc w kierunku nowoczesności, wprowadza do systemu ratownictwa medycznego nawigację GPS. Nie mam nic przeciwko postępowi technologicznemu, ale zdaję sobie sprawę z niedoskonałości tego rozwiązania. Nawigacja satelitarna zawodzi. Najczęściej wtedy, kiedy trzeba przemieszczać się po terenach wiejskich lub leśnych.

Jaki jest według Pana główny zamysł wojewody? Do czego dąży on wprowadzając swój plan?

Widać tutaj dążenia do centralizacji systemu ratownictwa medycznego. Wojewoda uskutecznia jedną swoją wizję: chce, żeby było jak najmniej Centrów Powiadamiania Ratunkowego oraz jak najmniej dyspozytorni. Według niego, ułatwi to dysponowaniem większej ilości zespołów ratownictwa medycznego.

Czy w takim razie istnieje obecnie problem z zarządzaniem tymi zespołami?

Wojewoda widzi to w taki sposób. Na przykład, jeżeli w rejonie operacyjnym składającym się z siedmiu powiatów, dyspozytor w Koninie dostanie informację, że w powiecie tureckim brakuje karetki, będzie mógł on zadysponować zespołem z rejonu kolskiego. Ale na chwilę obecną, jeśli brakuje u nas karetek, bo wszystkie świadczą w terenie usługi, a przychodzi kolejne zgłoszenie, to my dzwonimy do koordynatora wojewódzkiego i prosimy go o zadysponowanie zespołu z innego powiatu. Takie przypadki są zabezpieczone. To nie jest tak, że wojewoda wprowadza jakąś innowację. Wspomniana sytuacja zdarza się rzadko, wiec nie wiem czy pod takie marginalne przypadki należy reformować cały system.

Wśród przeciwników zmian w systemie ratownictwa medycznego w Wielkopolsce słychać, że wojewoda przeprowadza niebezpieczny eksperyment, którego fatalne skutki mogą odczuć pacjenci. Jak Pan zapatruje się na to stwierdzenie?

Wojewoda podkreśla, że jego plan opiera się systemie ratownictwa funkcjonującym w Małopolsce. Należy przy tym pamiętać, że Małopolska jest znacznie mniejszym województwem, a na chwilę obecną funkcjonuje tam dziewięć rejonów operacyjnych. Nawiązując więc do tej koncepcji wychodzi, że w naszym, znacznie większym województwie powinno być ok. 18-20 rejonów operacyjnych. Moim zdaniem wojewoda realizuje pomysł rewolucyjny, bez sprawdzenia czy w ogóle będzie on dobrze funkcjonować.

Dlaczego więc wcześniej nie zasugerowano wojewodzie, że jego projekt może mieć tak nieprzewidywalne skutki?

Byliśmy takiej możliwości pozbawieni. Pierwsze spotkanie, na które wojewoda zaprosił dysponentów jednostek oraz ich właścicieli, odbyło się 25 maja. Przy czym na zebraniu zabrakło samego wojewody, jego zastępcy oraz dyrektora Departamentu Zarządzania Kryzysowego. Pojawiła się natomiast pani urzędnik, która przedstawiła nam nową koncepcję. Zostaliśmy tym samym pozbawieni możliwości dyskusji. Bo jak dyskutować z kimś, od kogo nie zależą tak ważne decyzje. Zostaliśmy potraktowani zupełnie niepoważnie.

Następne spotkanie miało miejsce dopiero 5 lipca. Do tego czasu wysłaliśmy wiele pism wyrażających sprzeciw i niezadowolenie. My, jako organizacja pracodawców, czyli szpitale powiatowe, związki zawodowe, ale także różnego rodzaju instytucje działające przy szpitalach, pogotowiach ratunkowych, stowarzyszeniach i fundacjach. Na tym spotkaniu mogliśmy się wypowiedzieć, ale do tego czasu wojewoda zmienił zdanie i przedstawił nam kolejną koncepcję zmian, wprowadzając tym samym jeszcze większe zamieszanie i niepokój.

Na czym polega nowa koncepcja wojewody?

Nowa wizja polega na tym, że pozostanie 31 rejonów operacyjnych, tak jak jest to w chwili obecnej. Wojewoda zamierza jednak zmienić koncepcję funkcjonowania i dysponowania tymi zespołami medycznymi. Chce on stworzyć 5 punktów dyspozytorskich, skąd będą wysyłane zespoły z poszczególnych powiatów. W naszym subregionie miałby być to Konin. Nie trudno się też domyślić, że dyspozytornia umieszczona zostanie przy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Jednak przez półtorej miesiąca WSPR z Konina nie skontaktowała się z nami, wiedząc, że powinniśmy omówić zasady współpracy oraz skonfrontować nasze wizje. Tak naprawdę nie wiemy, na co mamy teraz liczyć.

Można więc wywnioskować, że zarówno wojewoda, jak i potencjalny beneficjent zmian - WSPR w Koninie – unikają jakiejkolwiek konfrontacji z przeciwnikami nowej koncepcji.

Trudno mi jednoznacznie wskazać czy to jest unikanie, czy może zwykły przypadek. Mając na uwadze ubiegłoroczne, niezbyt dobre doświadczenia, nie wiem czego się spodziewać po konińskim WSPR w tym zakresie.

Czy dzięki nowej koncepcji wojewody łatwiej będzie wam wziąć udział w konkursie organizowanym przez NFZ?

Moim zdaniem to może jeszcze bardziej pogorszyć funkcjonowanie ratownictwa medycznego na obszarze powiatu tureckiego. Jednym z mankamentów nowej koncepcji jest to, że umożliwia ona podmiotom nieposiadającym swoich dyspozytorów i centrów powiadamiania, do przystąpienia do konkursu na świadczenie usług ratowniczych.

Jakie to może mieć skutki?

Każdy będzie mógł kupić sobie karetkę, przedstawić umowy przedwstępne z ratownikami medycznymi i lekarzami, a następnie zgłosić ją do postępowania konkursowego. Możliwie, że zaczną jeździć karetki kiepsko wyposażone i z przypadkową kadrą. Dość poważnie zagrozi to funkcjonowaniu systemu ratownictwa medycznego.

Czy skutki wprowadzenia nowej koncepcji mogą odbić się na funkcjonowaniu turkowskiego szpitala?

Zakładając, że szpital powiatowy przegra postępowanie konkursowe, to my po prostu zakończmy funkcjonowanie zespołów ratownictwa medycznego. Karetki jeżdżące z innych stron, będą mogły odwozić pacjentów do różnych szpitali. Fakt, że decyzja zawsze należy do pacjenta, ale często zdarzają się sytuacje, że nie jest on w stanie tego wskazać. Wtedy decydują ratownicy. A jeżeli zespół będzie negatywnie nastawiony do danego szpitala, to może go po prostu pomijać. Nieprzywożenie pacjentów wiąże się z tym, że szpital może nie wyrobić kontraktu, a to wiąże się z kłopotami finansowymi.

Pozostaje jeszcze sprawa karetek pozyskanych przez szpital za pieniądze z UE i NFZ. Co się z nimi stanie, jeżeli pogotowie nie przejdzie w szykowanym przez NFZ konkursie?

Warunkiem podtrzymania dotacji jest utrzymanie przez okres 5 lat kontraktu na ratownictwo medyczne. Jeżeli my takiego kontraktu nie będziemy posiadali, będziemy musieli oddać 900 tyś złotych dotacji ze środków UE.

To znaczy, że najpierw ministerstwo zdrowia przeznacza pieniądze na pozyskanie środków z UE, a następnie NFZ organizuje konkurs, ryzykując tym samym zatracenie przekazanych środków?

Na to wygląda. Jeżeli dany podmiot obsługujący zespoły ratownictwa medycznego dostaje dotację na zakup nowych karetek to, moim zdaniem, powinien mieć on gwarancję utrzymania tego kontaktu przez następne pięć lat. Inaczej będzie to marnotrawienie środków publicznych. Nie może być tak, że zdobyliśmy 3 świetnie wyposażone karetki, które lada dzień możemy stracić w trakcie postępowania konkursowego.

Najgorsze jest to, że możemy przegrać z podmiotem, który dysponuje np. karetkami dziesięcioletnimi, z przebiegiem 700 tyś km, z dwudziestoletnim sprzętem. Takich rzeczy NFZ nie ocenia. Liczy się jedynie „sztuka”. Jest karetka, jest punkt. I tu się pojawia dylemat: czy nadal chodzi o jakość usług, czy też chodzi o samo ich świadczenie?

Podobne artykuły

Kolejne dary dla Ratowników Pogotowia....

Kolejne dary dla Ratowników Pogotowia....

z wczoraj
Listy do redakcji: Czy czas rozliczyć polski...

Listy do redakcji: Czy czas rozliczyć polski Kościół?

z wczoraj
Nadal możemy wesprzeć druhów z Międzylesia w...

Nadal możemy wesprzeć druhów z Międzylesia w zakupie...

22 maj.

Komentarze ()

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie - kliknij w link "Zgłoś Facebookowi" przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

reklama
reklama
reklama