poniedziałek 20 sierpnia 2018

Bernarda, Sabiny, Samuela

reklama

Dyskutowali o prawie łowieckim i "boksowaniu się" rolników, myśliwych i ekologów

Dyskutowali o prawie łowieckim i
 

Czy w komisjach, szacujących szkody łowieckie, powinni znajdować się sołtysi, urzędnicy, przedstawiciele Ośrodków Doradztwa Rolniczego, a może reprezentanci Wielkopolskiej Izby Rolniczej? Czy populacje krukowatych i łosi są zbyt duże? Myśliwych stać na płacenie większych dzierżaw, a może koła łowieckie nie mają pieniędzy, bo Polska to nie Niemcy? O tym samorządowcy, rolnicy i myśliwi dyskutowali w poniedziałek 11 czerwca, podczas konferencji poświęconej nowemu prawu łowieckiemu, zorganizowanej przez Wielkopolską Izbę Rolniczą w ZSR CKP w Kaczkach Średnich.

Wszystkich przybyłych do Zespołu Szkół Rolniczych powitali dyrektor ZSR CKP – Krzysztof Świerk oraz przewodniczący Rady Powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej - Marek Pańczyk: – Od 1 kwietnia 2018 roku obowiązuje nas nowe prawo łowieckie, które wniosło wiele zmian. Nowe prawo miało dodać bezpieczeństwa rolnikowi w razie zaistniałych szkód łowieckich, a okazało się, że jest chaos i nie wiadomo, co robić. Dochodzą do nas słuchy, że nowa ustawa będzie niebawem nowelizowana. Chcieliśmy dowiedzieć się więcej o obowiązujących przepisach, o tym na jakie zmiany możemy jeszcze liczyć i do kogo kierować się, gdy pojawiają się niejasności. Są dziś z nami parlamentarzyści, więc myślę, że wyjaśnią nam rozmaite sporne kwestie – mówił Marek Pańczyk, zachęcając do dyskusji.

reklama

O tym, jakie niejasności powinny zostać rozwikłane, informował kierownik turkowskiego biura Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Zdaniem Przemysława Tomczaka, takimi problematycznymi kwestiami są m.in. zakaz płoszenia zwierzyny poza polowaniami i odłowami, zbyt mały udział Skarbu Państwa w ponoszeniu kosztów szkód łowieckich, no i oczywiście próba zaangażowania do szacowania szkód sołtysów i pracowników urzędów gmin, które to osoby nie były wcześniej informowane o takiej ewentualności, nie posiadają potrzebnej wiedzy. – Z tego co mi wiadomo, w gminie Brudzew wszyscy sołtysi podpisali się pod tym, że nie będą szacować szkód. W gminie Malanów też. Na spotkaniu w Urzędzie Marszałkowskim przedstawiciele sołtysów także zadeklarowali, że chcą być wykluczeni z szacowania – mówił Przemysław Tomczak. Zdaniem kierownika turkowskiego biura Wielkopolskiej Izby Rolniczej, niejasne są też przepisy dotyczące wyłączenia danych gruntów z obszaru polowań. Czy jeśli postrzelone zwierzę ucieknie na taki właśnie wyłączony teren, to myśliwy może się tam udać, dobić zwierzę, zabrać je? W odczuciu znawców tematu takie niuanse są jeszcze nieuregulowane.

W konferencji wzięli udział lokalni parlamentarzyści. Poseł Ryszard Bartosik z PiS wyjaśniał, że termin spotkania nie jest może do końca dobrany idealnie, gdyż w Sejmie toczą się aktualnie prace nad nowelizacją przepisów łowieckich. Może to sprawić, że niektóre problemy już za chwilę będą przeszłością. Ot chociażby prawdopodobne jest to, że to wcale nie sołtysi będą zobowiązani do pracy w ramach szacowania szkód łowieckich, a ich miejsce w komisjach zajmą pracownicy Ośrodków Doradztwa Rolniczego. Poseł wyjaśniał, że wcześniej postawiono na sołtysów, gdyż zdaniem twórców ustawy udział sołtysa w szacowaniu wzmacniałby pozycję pokrzywdzonych rolników, których pola i łąki są niszczone przez zwierzynę. Ryszard Bartosik dodał, że gdyby była dostępna odpowiednia ilość pieniędzy, to można by stworzyć specjalny fundusz i pokrywać szkody z budżetu Skarbu Państwa. Niestety, na ten moment Polski na to nie stać. Nad tym, że taki fundusz nie został póki co utworzony, ubolewał również poseł Tomasz Nowak z PO. Zdaniem tego parlamentarzysty, w komisjach szacujących powinni pojawić się być może nie pracownicy ODR-ów, ale reprezentanci Izb Rolniczych.

Skoro w jednej sali spotkali się posłowie PiS i PO, nie mogło zabraknąć pojedynków słownych. Tomasz Nowak narzekał, że partia rządząca nie docenia rangi konsultacji i rozmów, a ministrowie rolnictwa i środowiska nie umieją się dogadać. Właśnie dlatego dochodzi do takich zjawisk, jak wysyłanie sołtysów do szacowania, choć sołtysi nie chcą tego robić, nie posiadają potrzebnych umiejętności. – Jedna taka poselska wrzutka i mamy sołtysów ugotowanych – stwierdził Tomasz Nowak. Ryszard Bartosik wypomniał posłowi PO, że Platforma rządziła przez 8 lat i jakoś problemów rolników i myśliwych nie rozwiązała, a politycy PO są mądrzy dopiero po czasie. Ponadto poseł PiS zaznaczył, że nie ma żadnych konfliktów między ministrami.

reklama

Koniec końców przyszedł czas na wypowiedzi z sali. Pierwszy głos zabrał Marian Bońka z gminy Władysławów, który narzekał na to, że politycy teoretycznie szukają lepszych przepisów, a tak naprawdę nikt nie potrafi sprawić, by skończyło się „boksowanie” rolników i myśliwych. Marian Bońska stwierdził, że najchętniej zaprosiłby danego posła na pole, by parlamentarzysta mógł sprawdzić, jak szacowanie szkód przebiega w rzeczywistości. Uczestnik debaty wyraził nadzieję, że może w końcu politycy w warszawskim gmachu Sejmu zajmą się problemami rolników tak chętnie, jak zajmują się medialnymi tematami, takimi jak słynne kamienice itp. – Nie zmarnujcie naszego mandatu zaufania! – przestrzegał posłów Marian Bońka i przypominał, że trzeba też pamiętać o udoskonalaniu prawa wodnego.

Na ciekawą wypowiedź zdobył się przewodniczący Rady Gminy Przykona. Stanisław Bryl – samorządowiec i zarazem myśliwy, jak sam mówi usunięty swego czasu z dwóch kół – widział sens w tym, że sołtysi zostali wyznaczeni do szacowania szkód, dostrzegł w tym pewną nobilitację. Bryl mówił też o tym, że problemy trzeba rozwiązywać z zupełnie innej strony, ot chociażby kończąc z monopolem Polskiego Związku Łowieckiego i tworząc podobne organizacje. Gdyby istniało więcej takich związków, więcej kół łowieckich, to byłaby też większa rywalizacja o uzyskanie prawa do dzierżawienia danego obwodu łowieckiego. Zdaniem Bryla wniosłoby to ożywienie i pozwoliło uzyskiwać od myśliwych większe pieniądze na rzecz samorządów, rolników. Bryl radził, by przyjrzeć się temu, jak łowiectwo funkcjonuje w Niemczech i na tym się wzorować, a nie patrzeć bezczynnie, jak niektóre koła łowieckie przez dziesiątki lat dzierżawią dany teren, płacąc małe pieniądze.

Ze Stanisławem Brylem nie mógł zgodzić się Marian Mirosław Marczewski. Radny powiatowy i zarazem myśliwy wyjaśniał, że pasjonatów łowiectwa nie stać na płacenie takich składek i dzierżaw, jak chociażby w Niemczech. Zdaniem Marczewskiego, nie można tak podchodzić do sprawy i tworzyć takiej rywalizacji o obwody łowieckie, gdyż w efekcie polować będą tylko ludzie bogaci. W odczuciu Mariana Mirosława Marczewskiego dziś jest inaczej, gdyż w kołach łowieckich jest przecież wielu ludzi o zwykłych przychodach, przeciętnych obywateli, robotników, emerytów itd. Marczewski powątpiewał w to, czy sołtysi powinni uczestniczyć w szacowaniu szkód, gdyż wiadomo, że są oni częścią społeczności danej wsi i w efekcie co jakiś czas musieliby orzekać, jakie odszkodowanie należy się szwagrowi czy kuzynowi.

Sporo energii miał w sobie jak zwykle radny-sołtys Józef Budynek. Samorządowiec z Wincentowa w gminie Brudzew wykrzyczał wręcz, że rolnik jest pomijany, a o problemach w łowiectwie myśli się dopiero wtedy, gdy pojawiają się choroby typu ASF. Radny ganił polityków za to, że przyglądają się temu, jak na rolników spadają coraz to nowe obostrzenia, a Polska traci pozycje np. w hodowli świń. Józef Budynek widząc posłów grzmiał i pytał, dlaczego władze krajowe nie potrafią zrozumieć, że handel warto prowadzić nawet z krajami, z którymi nie ma się dobrych kontaktów? Zdaniem Budynka, polskie władze chcą nastawiać inne kraje przeciw Rosji, a ma to tyle powagi, co jamnik obszczekujący większego boksera, gdyż z Putinem jaki by nie był i tak każdy się liczy, a z polskimi politykami niekoniecznie. Uczestnik dyskusji stwierdził, że w jego Wincentowie została już tylko jedna krowa i taki właśnie będzie obraz klęski polskiego rolnictwa, jeśli politycy w Warszawie nie zrozumieją, że trzeba dbać o relacje handlowe z innymi krajami, a nie toczyć wojenki i w efekcie borykać się z zakazami eksportu itp.

Podczas spotkania poruszona została sprawa odpowiedzialności za dziką zwierzynę. O temacie mówił powiatowy lekarz weterynarii. Jan Radzimski wyjaśniał, że uznanie, iż zwierzęta są własnością Skarbu Państwa, wynika raczej z chęci chronienia fauny, panowania nad wielkością populacji. Rodzi to jednak wiele problemów. Zwierzęta zmieniają zachowania, wchodzą na podwórza, do kotłowni domów, dochodzi też do wypadków drogowych z ich udziałem. Wtedy rozpoczyna się szukanie szybkich rozwiązań, bo nie zawsze wiadomo, kto rannym czy martwym zwierzęciem powinien się zająć. W takich przypadkach – jak zauważył powiatowy lekarz weterynarii – czasem zlituje się dany wójt, machnie ręką i zapłaci np. za utylizacje martwego łosia. Jan Radzimski stwierdził, że on osobiście będzie bronił gmin, gdyż zadaniem lokalnych samorządów jest tylko opieka nad zwierzętami bezdomnymi, ale dzikie zwierzęta do bezpańskich się nie zaliczają. Głos w sprawie zajęli również myśliwi, którzy wskazywali, że nie zawsze strat na polach uda się uniknąć. Przykładem tego są np. duże populacje rozmaitych gatunków ptaków, które szczególnie w terenach nadrzecznych robią spustoszenia na obsianych areałach. Zdaniem myśliwych należy także zwrócić uwagę na to, że znacząco wzrosła populacja łosia.

W ten oto sposób zakończyła się konferencja, poświęcona prawu łowieckiemu. Wszystkim zainteresowanym podziękował za udział przewodniczący Rady Powiatowej Wielkopolskiej Izby Rolniczej. Marek Pańczyk zmartwił się nieco tym, iż w spotkaniu uczestniczyła tylko połowa grona lokalnych wójtów i burmistrzów, a przecież gdy pojawia się problem z dziką zwierzyną, to nagle okazuje się, że mają go wszyscy włodarze.

AW

Podobne artykuły

Kaczki Średnie: Martwy, rozszarpany przez psy,...

Kaczki Średnie: Martwy, rozszarpany przez psy,...

23 lip.
MLEKTUR: Obora na kredyt, jałówki też, później...

MLEKTUR: Obora na kredyt, jałówki też, później żal....

09-03-2017
MLEKTUR: Nadoili 75 mln litrów mleka

MLEKTUR: Nadoili 75 mln litrów mleka

09-03-2017
komentarze wspiera Disqus

Redakcja portalu Turek.net.pl nie odpowiada za treści zamieszczanych przez czytelników komentarzy, zastrzegając sobie jednocześnie prawo do ich moderowania oraz kasowania w przypadkach ewidentnego naruszania prawa. Komentarze zniesławiające lub mogące naruszać dobra osobiste osób trzecich grożą odpowiedzialnością karną i cywilną. Osoby pokrzywdzone mogą skutecznie dochodzić swoich praw w organach ścigania i w sądach.
Wysłanie formularza jest równoznaczne z akceptacją regulaminu potalu Turek.net.pl

reklama
reklama
reklama