poniedziałek 18 listopada 2019

Klaudyny, Romana, Tomasza

reklama
Wzorek

U Zająca drą koty o krowy „Ostatniego Mohikanina”

U Zająca drą koty o krowy „Ostatniego Mohikanina”
 

Niczym bumerang po dwóch latach powrócił nierozwiązany krowi problem w gminie Władysławów. Odebrane rolnikowi bydło generuje spore koszty utrzymania, sprzedaż nie może dojść do skutku, a niektórzy radni zadają sobie pytanie czy aby gmina troską o zwierzęta nie narobiła sobie bigosu i "poszła w koszty".

W czasie XVIII Sesji Rady Gminy radni musieli zająć się uchwałą w sprawie rozpatrzenia skargi na działalność wójta Zająca. Tę przeciw włodarzowi wystosował mieszkaniec Tarnowskiego Młyna, któremu odebrano zwierzęta na początku 2010 roku. Jak informować miała wówczas min. opinia Powiatowego Lekarza Weterynarii w Turku bydło w gospodarstwie Pana Zygmunta utrzymywane było w niewłaściwych warunkach bytowania na wolnej, nieogrodzonej przestrzeni, bez zadaszenia, bez dostępu do wody i pożywienia. Zebrani na sesji mogli również słowem przypomnienia usłyszeć np. o dwóch wrośniętych w krowie ciała łańcuchach i innych smaczkach "twardego" chowu. Sam wiekowy już rolnik obecny był na sali obrad Urzędu Gminy.

reklama

Krowy okazują się niemałym problemem dla Władysławowa. W dniu 25 stycznia 2010 roku wójt Zając min. po otrzymaniu opinii Powiatowego Lekarza Weterynarii w Turku wydał decyzję o czasowym odebraniu zwierząt. 21 sztuk bydła trafiło do gospodarstwa rolnika z Janowa (gm. Grodziec). To rozwiązanie generuje jednak pewne obciążenia finansowe. Krowy przebywają tam już dwa lata, min. dlatego, iż Pan Zygmunt otrzymał zakaz prowadzenia hodowli bydła na okres 5 lat. Tymczasem do Władysławowa napływają rachunki.

Gmina już za ok. 3 pierwsze miesiące "przechowu" zapłaciła ponad 16 tysięcy złotych wraz z odsetkami, jako koszty transportu i utrzymania bydła itp. Dalsze należności za kolejne okresy opieki nad zwierzętami również płacone były przez gminę. Niestety Urzędowi nie idzie tak łatwo ściągnięcie należności od Pana Zygmunta. Już przy pierwszych opłatach wystąpiono na drogę egzekucji administracyjnej. Później, przy okazji pojawiania się kolejnych kosztów, do rolnika kierowano wezwania do zapłaty oraz upomnienia itp. W maju 2011 r. wystąpiono do Urzędu Skarbowego w Turku o podjęcie egzekucji z ruchomości – tj. zwierząt odebranych dłużnikowi.

Głos w czasie XVIII Sesji zabrał sam Pan Zygmunt. Ten mógł w czasie obrad usłyszeć, iż jest min. „ostatnim Mohikaninem”, „wagabundą” „szkodnikiem społecznym” czy po prostu osobą prowadzącą specyficzny tryb życia. Rolnik z kolei nie przebierał w słowach, krytykując na całej linii sposób, w jaki z nim postąpiono. Zdaniem mężczyzny miejsce w którym obecnie przebywa bydło charakteryzuje się jeszcze gorszymi warunkami niż jego gospodarstwo, a prawdziwym znęcaniem się był załadunek i wywóz krów z jego posesji. Radni i sołtysi mogli również posłuchać opowieści o przysłanych przez wójta ludziach, którzy przyszli tylko po „gorzołę”. Rolnik podnosił również kwestię zaginięcia 5 sztuk zabranego mu bydła. Faktycznie rolnik z Janowa 20 sierpnia 2010 r. poinformował Wójta, że z pastwiska zaginęło 5 szt. bydła, ale w tej sprawie umorzono postępowanie.

reklama

Całe to krowie zamieszanie zasiało ziarno wątpliwości w Radzie Gminy. Pojawiły się np. pytania o to, co w gospodarstwie w Janowie dzieje się z cielakami, pozyskanymi przez owo „przechowywanie”. Część radnych zaczęła podejmować również kwestię nie tyle prawną, co ludzką całej sytuacji. – Jeżeli w tym kierunku idziemy, że jeśli M. ma 16 czy 18 hektarów ziemi i to mu trzeba zabrać... to ja współczuję M. i w ogólę tej gminie – mówił radny Szustakowski. Tyle zrozumienia dla (byłego?) rolnika nie miał jeden z sołtysów. Ten bez ogródek przypomniał o tym, iż kontrowersyjny gospodarz nie tylko utrudniał sąsiadom życie, ale też przez lata odrzucał rozmaite formy pomocy.

Chyba nikt na sali obrad Urzędu Gminy Władysławów nie miał wątpliwości, iż przedłużająca się sytuacja z przechowaniem bydła powinna się zakończyć, lecz trudno o rozwiązanie tego węzła gordyjskiego. Gmina nie może zwierząt sprzedać, gdyż musiałby zgodę na to wyrazić Pan Zygmunt. Ten jednak o zbyciu bydła nie chce słyszeć. Jeśli ten stan będzie się utrzymywać, rachunki nadal będą rosnąc, gmina będzie płacić i „szarpać” się o pokrycie poniesionych strat, a rolnik koniec końców utonie w długach.

AW

Podobne artykuły

Okresowy zakaz wstępu do lasu - nadchodzi czas...

Okresowy zakaz wstępu do lasu - nadchodzi czas oprysku

24 maj.
Kowale Księże: Ukradli krowę, byka i cielaka

Kowale Księże: Ukradli krowę, byka i cielaka

13-04-2018
Łukasz Szymański

Łukasz Szymański "Rolnikiem Roku". Z żoną-sołtysem...

26-01-2018

Komentarze ()

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie - kliknij w link "Zgłoś Facebookowi" przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

reklama
reklama
reklama