Listy do redakcji: O dwóch takich, co… POsłuchali trzeciego, czyli „Ich Troje” po turkowsku

Na ostatniej sesji Rady Miejskiej Turku byliśmy świadkami czegoś, co trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej opisać. Ale spróbuję.
Podczas uchwalania budżetu miasta (dodajmy: budżetu naprawdę dobrego i prorozwojowego), dwóch radnych Platformy Obywatelskiej (lub też Koalicji Obywatelskiej) nagle odkryło w sobie potrzebę krytykowania wszystkiego i wszystkich. Zaatakowali burmistrza, radnych, a nawet nauczycieli przedszkoli. Dlaczego? Bo posłuchali trzeciego. Nietrudno zgadnąć którego - lokalnego szefa PO. Pytanie tylko, jak długo jeszcze członkowie tej partii zamierzają tolerować taki styl „przywództwa”.
A co wymyślił ten trzeci, co wykonali POsłusznie ci dwoje? Ano to, żeby za wszelką cenę rozpętać awanturę na sesji. Nie w interesie mieszkańców, choć oczywiście często się na nich powoływano. Nie w interesie miasta. Tylko po to, by politycznie „poszarpać” burmistrza. Widać, że komuś bardzo trudno pogodzić się z kolejną przegraną i wciąż śni mu się fotel, do którego (jak pokazała ta sesja) zwyczajnie nie dorósł.
Zamiast konstruktywnej pracy nad budżetem, który jest korzystny dla miasta i jego mieszkańców, doczekaliśmy się 14 poprawek PO. Część niezgodnych z prawem. Część bez pokrycia w dochodach. Wszystkie odrzucone przez wszystkich pozostałych radnych, również tych z opozycji. Dlaczego? Bo były słabe, chaotyczne, nieprzemyślane i sklecone na potrzeby politycznego teatru.
Radni KO szukali m.in. oszczędności na energii i mediach w szkołach. Czyli wg nich dzieci miałyby uczyć się w zimnie i ciemności. W urzędzie chcieli ciąć drukarki i usługi pocztowe. No bo po co urząd ma działać? A wisienką na torcie była propozycja likwidacji Dni Turku. Bo jak wiadomo, najlepszym sposobem na rozwój miasta jest odwołanie największej imprezy integrującej mieszkańców.
Najlepsze jednak przyszło później: autorzy tych poprawek… w kilku przypadkach wstrzymali się od głosu nad własnymi wnioskami. Trudno to nawet skomentować. To już nie polityka - to kabaret.
Cała ta inscenizacja miała jeden cel: żeby „lider” KO mógł następnego dnia opisać ją w swoim portalu, oczywiście w wersji, w której jego radni wyglądają jak bohaterowie, a reszta rady jak przeszkoda. Problem w tym, że w tej rozgrywce potraktował swoich ludzi jak pionki. Wysłał ich do walki bez przygotowania, bez argumentów i bez szans. I pozwolił im się publicznie ośmieszyć.
Obserwuję samorząd w Turku od prawie 20 lat. Widziałem różne rzeczy. Ale takiej politycznej szarży, tak nieudolnej, tak nieprzemyślanej i tak kompromitującej, jeszcze nie widziałem. To była Kwintesencja Politycznej Hipokryzji: jednocześnie korzystać z przywilejów koalicji i opozycji, atakować budżet, który samemu się współtworzyło, i udawać, że to wszystko dla dobra mieszkańców.
A prawda jest prosta: to nie była walka o budżet. To była walka o nagłówek. O własną narrację.
Życzę mieszkańcom Turku wszystkiego dobrego w Nowym Roku. I więcej powagi w lokalnej polityce niż ta, którą zobaczyliśmy na tej sesji.
Marcin Derucki
źródło: materiał prasowy nadesłany









