Listy do redakcji: Budżet miasta to nie felieton, sesja to nie cyrk. Odpowiedź na kłamstwa radnego KO

Przeczytałem Pański list, Panie Korzeniowski, i trudno nie odnieść wrażenia, że bardziej niż o budżet miasta chodziło w nim o tłumaczenie się, a już na pewno nie o budowanie własnej wiarygodności. Tyle że wizerunku nie ratuje się kłamiąc ani dostosowując rzeczywistość do własnej narracji. Pański tekst to pokaz politycznego populizmu, w którym fakty wygina Pan tak długo, aż będą pasować do tezy, że tylko Pan ma rację, cały świat się na Pana uwziął, a mieszkańcy Turku mają w to uwierzyć, lub, jak mawiał „klasyk” Kurski, mają to „kupić”.
Pisze Pan o „merytorycznych poprawkach”, jakby miało to cokolwiek wspólnego z tym, co wydarzyło się na sesji. O jakiej merytoryce Pan mówi? Przecież sam przyznał Pan na sesji, że nie zna procedury uchwalania budżetu miasta. Gdyby te poprawki były choć w połowie tak dobre i zgodne z prawem, jak Pan o nich pisze, nie zostałyby odrzucone. Również przez radnych opozycyjnych wobec burmistrza. Najbardziej wymowne jest jednak to, że w kilku przypadkach nawet Pan nie miał odwagi zagłosować za własnymi propozycjami. Dlaczego? Bo dowiedział się Pan, że te poprawki są niezgodne z przepisami prawa. To nie jest odpowiedzialność. To jest kompromitacja.
Zarzuca Pan miastu manipulacje, podczas gdy cały Pański tekst jest zbudowany na kłamstwach i próbie wmówienia mieszkańcom, że czarne jest białe. Twierdzi Pan, że dochody można sobie „ostrożnie korygować”, jakby budżet był zeszytem do ćwiczeń, a nie dokumentem opartym na twardych danych. Ministerialne prognozy to nie są życzenia do Świętego Mikołaja. Ale rozumiem, łatwiej napisać, że „miasto nie rozumie finansów”, niż przyznać, że poprawki były zwyczajnie nierealne lub niezgodne z prawem.
Pańskie „oszczędności” to kolejny przykład politycznego populizmu. Obniżanie wydatków na energię w szkołach, na podstawowe funkcjonowanie urzędu czy na rezerwę ogólną. To jest Pański „pomysł” na budżet miasta? Przecież doskonale Pan wie, że te wydatki są już bardzo mocno okrojone. I co Pan powie, jeśli w drugiej połowie roku zabraknie pieniędzy na prąd czy ogrzewanie w szkołach? „Proszę cieplej ubrać dzieci, a nauczyciele niech szybciej kończą zajęcia, póki widno”? To jest zwykła nieodpowiedzialność. Miasto musi działać, szkoły muszą spełniać normy, a rezerwy muszą istnieć. To nie są polityczne dekoracje, które można dowolnie przestawiać, żeby wyszło w tabelce.
W swojej narracji radny Korzeniowski próbuje przedstawić się jako jedyny wizjoner inwestycyjny w Turku, ale jego propozycje nie wytrzymują zderzenia z realiami. Projektowanie przebudowy Kaliskiej bez zabezpieczonego finansowania i w trakcie trwających prac unijnych to nie „myślenie długofalowe”, tylko ryzyko wyrzucenia dokumentacji do kosza, bo straci ważność, zanim ktokolwiek wbije tam łopatę. Podobnie z ulicą Młodych. Deklaracje spółdzielni to nie to samo co komplet formalności, a miasto nie może inwestować w cudzy teren tylko dlatego, że radny uznał, że „brakuje woli”.
I tu dochodzimy do kłamstw radnego Korzeniowskiego. Nie jest prawdą, że nie trwają prace wywłaszczeniowe na os. Młodych. Kłamstwem jest również to, że dokumentacja na kolejne bloki na os. Wyzwolenia „leży dwa lata”. Pan kłamie, czy Pan nic nie wie? Poza tym jakoś „zapomniał” Pan wspomnieć, że pierwotnie proponował Pan przeznaczyć 200 tys. zł na konkretny klub sportowy, a nie na sport ogółem. Podobnie sprawa dotyczy zdjęcia pieniędzy właśnie z „Dni Turku”, a nie z innego zadania. Bo to na tym właśnie paragrafie środki zostały zabezpieczone. Może czas się czegoś dowiedzieć, zamiast ślepo powtarzać bzdury, które są Panu serwowane.
W sprawie komunikacji miejskiej radny Korzeniowski pomija najważniejsze: koncepcja za 100 tys. zł nie stworzy ani jednego kursu, a utrzymanie systemu to stałe koszty, których nie wskazał. Tak samo z halą sportową. Projektowanie obiektu bez źródeł finansowania to nie odpowiedzialność, lecz polityczna pokazówka. W każdej z tych spraw radny buduje opowieść o rzekomej „bierności miasta”, ale pomija procedury, koszty, harmonogramy i prawo. A inwestycje to nie felieton. Tu nie wystarczy napisać, że „miasto nie chce”. Tu trzeba wiedzieć, co jest możliwe, a co jest tylko populistycznym życzeniem.
Pańskie uwagi o MDK i sporcie również brzmią efektownie, ale nie mają pokrycia w rzeczywistości. Zwiększanie wydatków bez wskazania źródeł finansowania to nie troska o kulturę czy sport. To polityczna pokazówka. A próba wmówienia mieszkańcom, że miasto „upolityczniło temat”, podczas gdy to Pan próbował rozgrywać go na sesji, jest już naprawdę trudna do skomentowania.
Panie Radny, Pański tekst nie jest analizą budżetu. Dla mnie jest analizą stanu Platformy Obywatelskiej w Turku - populistycznej, niemerytorycznej, nielojalnej i nieuczciwej, gdy wprowadza mieszkańców w błąd. Jest próbą ratowania wizerunku po sesji, na której zabrakło Panu argumentów, przygotowania i konsekwencji. Próbuje Pan przedstawić siebie jako jedynego, który „walczy o prawdę”, ale prawda jest taka, że cała ta akcja była polityczną inscenizacją, której celem było stworzenie nagłówka, a nie poprawa budżetu.
Mieszkańcy Turku zasługują na poważną politykę, a nie na kolejne odcinki Pańskiego autorskiego serialu. Życzę Panu, by w Nowym Roku znalazł Pan więcej czasu na rzetelną pracę, a mniej na pisanie dramatycznych manifestów. Miasto na tym tylko zyska.
Marcin Derucki
źródło: materiał prasowy nadesłany









