sobota 15 sierpnia 2020

Marii, napoleona, Stelii

reklama

Kaczki Średnie: MLEKTUR wybrał Zarząd. Kończak wieszczy bankructwa rolników

Kaczki Średnie: MLEKTUR wybrał Zarząd. Kończak wieszczy bankructwa rolników
 

W Kaczkach Średnich odbyło się Walne Zgromadzenie Członków Zrzeszenia Producentów i Dostawców Mleka "MLEKTUR", którego głównym celem jest reprezentowanie interesów rolników w kontaktach z Mleczarnią "TUREK". W czasie walnego wybrano nowy Zarząd, który jest nowym tylko z nazwy, gdyż ponownie działania powierzono panom Płóciennikowi, Przygońskiemu i Tomczakowi. Największe emocje podczas spotkania wywołała dyskusja z Edwardem Kończakiem. Kończak krytykował działania władz Zrzeszenia i mówił o trudnej sytuacji rolników, którzy wiele zainwestowali, z kolei władze MLEKTURu tłumaczyły Kończakowi, że popełnia błędy prowadząc gospodarstwo i podejmuje sam niekorzystne dla siebie decyzje.

Walne Zgromadzenie Członków Zrzeszenia Producentów i Dostawców Mleka "MLEKTUR" pokazało, że ma zaufanie do osób stojących na czele i zmiany nie są tu potrzebne. Dotychczas  Zarząd tworzyli prezes - Krzysztof Przygoński, sekretarz - Przemysław Tomczak i skarbnik - Karol Płóciennik. Taki sam skład osobowy będzie mieć nowo wybrany Zarząd. Po prostu panowie zamienili się funkcjami. Prezesem został Karol Płóciennik, sekretarzem Krzysztof Przygoński, skarbnikiem Przemysław Tomczak.

reklama

Nowy prezes zadeklarował, że w działaniach Zarządu zmieni się niewiele i wciąż celem najważniejszym będzie praca dla dobra ogółu. Kolejna kadencja niesie z sobą spore wyzwania, takie jak negocjacja nowej umowy z Mleczarnią czy też wspieranie tworzenia grup producenckich. Płóciennik przypominał też, że dieta miesięczna członka Zarządu to 169 zł, by potem nie było plotek o wielkich „kokosach”, które ktoś na działaniu w ramach Zrzeszenia zbija.

Wspomniane diety to faktycznie nieduże pieniądze, ale podczas walnego mówiono o wielkich kwotach. Niestety, gdy w naszym powiecie wspomina się o wpływie dużych zakładów pracy na życie ludzi, to nieustannie mówi się o zamykanej kopalni, elektrowni czy innej firmie. Błędem jest niedostrzeganie, że olbrzymie kwoty pieniędzy „pompowane” są w lokalne gminy właśnie dzięki pracy rolników i Mleczarni „Turek”.  Mówiąc dokładnie, rolnicy w ciągu roku sprzedali 72 858 256 litrów mleka. Z tego tytuły hodowcom bydła mlecznego wypłacono w ciągu 12 miesięcy 81 228 954 zł. Niestety, średnia cena wypłacana w roku 2015 roku nie zadowala chyba żadnego lokalnego producenta, gdyż wyniosła nieco ponad 1,11 zł za litr. Teraz rolników czeka otrzymanie tzw. „groszówki”. Wynika to z tego, że nasza średnia cena za litr mleka była niższa niż średnia cena w Wielkopolsce (1,1327 zł) i średnia cena GUS (1,1309 zł).

Najwięcej emocji wywołała oczywiście kwestia dochodów rolników. Nie da się ukryć, że szczególni ci z wielkimi kredytami oczekują co miesiąc wypłaty jak zbawienia, tymczasem ceny mleka są niskie, istnieje też kwestia narzuconych limitów. Nie tak dawno cała branża mleczarska zastanawiała się, jak na portfele rolników wpłynie tzw. uwolnienie kwot mlecznych czyli zlikwidowanie odgórnych limitów tego, ile mleka można wprowadzić do obrotu. Odgórne kwotowanie się skończyło, ale teraz to poszczególne mlecznie mają pomysły na prowadzenie własnych systemów zarządzania dostawami. Mówiąc w dużym skrócie, wiele mleczarni chce, by rolnicy nie zwiększali zbytnio produkcji. Oczywiście można odstawić mleko ponad limit, ale nie uzyska się przychodów takich, jak za mleko w ramach przysługującego limitu.

reklama

Limitowanie w nowej formie wzbudziło kontrowersje także w powiecie tureckim, a MLEKTUR odradzał podpisywanie aneksów do umów. Podczas walnego można było usłyszeć, że później władze Zrzeszenia podeszły z kierownictwem Mleczarni do nowych, trudnych negocjacji i dzięki temu udało się wypracować rozwiązania nieco korzystniejsze dla rolników. Panowie Płóciennik czy Przygoński nie kryli, że jest to porozumienie, które mało kogo zadowala, ale po prostu nadeszły trudne czasy dla mleczarstwa i trzeba przystać na te propozycje. Ze słów członków Zarządu MLEKTURu wynikało, że nawet hodowcy bydła muszą liczyć się z wstrzymaniem rozbudowy stada i dostarczaniem coraz większych ilości mleka, gdyż popyt jest jaki jest, a gdy w problemy wpadnie Mleczarnia i nie daj Boże stanie się niewypłacalna, to rolnicy ucierpią automatycznie. Dlatego – jak mówiono podczas walnego – trzeba wiedzieć kiedy z Mleczarnią toczyć boje i twarde negocjacje, a kiedy pójść na trudny kompromis po to, by w perspektywie lat się to opłaciło, a produkcja mleka mogła trwać.

Sypać pochwałami nie miał zamiaru duży dostawca mleka z Wietchinina. Edward Kończak zarzucił MLEKTURowi, że nie zadbano o to, by do Zrzeszenia przyłączyły się nowe osoby. Ponadto Kończak pytał, jakim prawem MLEKTUR negocjuje z Mleczarnią, a potem to odbija się właśnie na rolnikach, którzy zrzeszeni nie są i wcale pewne rozwiązania w sprzedaży mleka ich nie zadowalają. Kończak nie krył, że w jego ocenie Zarząd MLEKTURu „wchodzi w buty” Mleczarni i nagle namawia do porozumienia się z firmą i przyjmowania nowych warunków dostaw bardziej, niż sama Mleczarnia. Kończak mówił wprost, iż obecna sytuacja to cios szczególnie dla prężnie rozwijających się mieszkańców wsi, którzy uwierzyli w to, że trzeba brać sprawy w swoje ręce. Dziś budują się nowe obory, w planach jest powiększanie stad, poniesione zostały koszty, a tymczasem rolników obejmuje się dalej limitami i rzuca kłody pod nogi. Hodowca z Wietchinina powiedział, że nie tak dawno narzucono mu kilkadziesiąt tysięcy złotych kary za przekroczenie kwoty mlecznej, z kolei w tym roku limit przekroczy pewnie o jakieś 300 000 litrów, co znów poskutkuje zapewne olbrzymią utratą pieniędzy. Kończak pytał więc, jaka to różnica dla lokalnych rolników – zbankrutować przez dawne limity kwot mlecznych, czy zbankrutować przez ograniczenie produkcji narzucone przez Mleczarnię?

Kończak pomstował nie cackając się, więc i władze MLEKTURu cackać się nie zamierzały. Kończakowi wypomniano, że on sam członkiem MLEKTURu nie jest, gdyż usunięto go za niepłacenie składek. Ponadto powiedziano, że Kończak po prostu działa nierozważnie, gdyż obciążyły go duże kary za przekroczenie limitów, a on planuje jeszcze większą produkcję mleka. W czasie walnego wytknięto Końćzakowi, że płaciłby mniejszą karę, ale jest to jego wina, gdyż miał większą kwotę mleczną, ale jej części się pozbył. Tak więc teraz nie powinien narzekać, skoro sam poczynił takie nierozważne kroki. Członkowie Zarządu wyjaśnili też, że nie negocjują w imieniu wszystkich rolników, ale jedynie w imieniu zrzeszonych. Inna kwestia to to, że Mleczarnia traktuje rolników w miarę równo i rozwiązaniami wypracowanymi z MLEKTURem obejmuje także niezrzeszonych. Ponadto panowie Płóciennik i Przygoński w dyskusji z Kończakiem dopytywali, czy skoro jest tak niezadowolony z tego, że działania MLEKTURu tak go dotykają, to czy był tak niezadowolony, gdy dzięki aktywności MLEKTURu rolnicy -  w tym Kończak - dostawali przez lata dodatkowe pieniądze, lepszą cenę za mleko, lepsze dopłaty do kosztów inseminacji bydła itp. Padło nawet pytanie, czy teraz Końćzak oddałby te pieniądze, pozyskane dzięki lepszym warunkom finansowym osiągniętym za sprawą MLEKTURu. Kończakowi przypomniano ponadto, że krąg dostawców mleka to nie tylko ci wielcy rolnicy, ale i mniejsi hodowcy bydła mlecznego i oni też chcą jakoś żyć i przetrwać na rynku. Prowadzą swoje działania może i na mniejszą skalę, ale potrafią wytworzyć lepsze jakościowo mleko (poziom białka i tłuszczu itp.) niż to, które powstaje w olbrzymich oborach.

Nie odnieść się do tych słów nie mógł Edward Kończak. Uczestnik walnego wyjaśniał, że nie ma nic przeciwko małym i średnim gospodarstwom, ale to właśnie ci najwięksi dostawcy mleka poprzez zahamowanie produkcji i niskie ceny uderzeni zostaną najbardziej. – Jednych to ogłuszy, inni z ogłuszenia się nie podniosą – mówił gospodarz z Wietchinina. Kończak stwierdził też, że Płóciennik i Przygoński publicznie swoimi wypowiedziami robią z niego nie wiadomo kogo. Kończak wyjaśnił, że jego drogi z MLEKTURem rozeszły się, bo nie akceptował pewnych form działania Zrzeszenia, a części kwoty mlecznej pozbył się z prostego powodu – ktoś dawniej użyczył mu pewnej ilości kwoty, a potem tenże rolnik poprosił Kończaka, by ową kwotę przekazał innemu wskazanemu rolnikowi. W ocenie Kończaka było to więc działanie nie nierozsądne, ale honorowe oddać coś, co kiedyś się otrzymało. Z kolei Karol Płóciennik i Krzysztof Przygoński mieli dla Edwarda Kończaka prostą radę. Polegała ona  na tym, że skoro jest tak niezadowolony z funkcjonowania MLEKTURu, to przecież może spróbować stworzyć inne zrzeszenie i skupić wokół siebie grupę lokalnych rolników. Ma do tego prawo.

W trakcie walnego ustalono też nowy sposób naliczania składek. Dotychczas ich wielkość uzależniona była od pewnych progów odstaw mleka. Dochodziło więc do sytuacji, że ktoś wyprodukował w roku 69 000 litrów, ktoś 71 000, a składki płacone przez takich rolników były różne. Teraz będą one naliczane bez progów, proporcjonalnie do ilości odstawionego mleka. Mowa o naliczaniu mikroskopijnych kwot, setnych części grosza od litra, co w skali roku da składkę mniej więcej podobną do tej, uiszczanej dotychczas. 

AW

Podobne artykuły

Niepełnosprawni intelektualnie też potrafią -...

Niepełnosprawni intelektualnie też potrafią -...

08-12-2017
MLEKTUR: Obora na kredyt, jałówki też, później...

MLEKTUR: Obora na kredyt, jałówki też, później żal....

09-03-2017
MLEKTUR: Nadoili 75 mln litrów mleka

MLEKTUR: Nadoili 75 mln litrów mleka

09-03-2017

Komentarze ()

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie - kliknij w link "Zgłoś Facebookowi" przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

reklama
reklama
reklama